Chyba wszystkie instytucje w Polsce rządzonej przez Donalda Tuska powinny mieć w nazwie „zwijanie”, np. Agencja Zwijania Przemysłu. Łącznie z tymi, które muszą znaleźć odpowiednią liczbę dla koalicyjnych kolesi. Bo to działa tak, że w kraju przybywa bezrobotnych, ale stołki dla ludzi z ugrupowań tworzących rząd muszą się znaleźć. A przy okazji grupowych zwolnień: także pod Wawelem trwają w najlepsze. W Electrolux Poland pracę ma stracić nawet 200 osób. Nomadyczny, globalny kapitał wędruje to tu, to tam, a peryferiom biada. Czemu się dziwić? Od początków transformacji polityczne, biznesowe i medialne elity zgodziły się, byśmy utkwili w pułapce średniego wzrostu, tłumacząc to brakiem alternatywy. Dziwnym trafem najgorsze scenariusze, czyli największa wyprzedaż majątku narodowego, to zawsze czasy rządów ugrupowań probalcerowiczowskich. Dwa lata temu wróciliśmy w takie koleiny. Skutki już widać.
Ponury los Stomilu
Po cichu konają Bydgoskie Zakłady Przemysłu Gumowego „Stomil”, czyli – dla kilku pokoleń Polaków – po prostu Stomil. Licząca 134 pracowników załoga zostanie poważnie okrojona – na bruk trafią 92 osoby. Przedsiębiorstwo należy do państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu. W tym kontekście taka nazwa to ponury żart.