Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof  Wołodźko,
18.05.2018 16:52

Polityka na kółkach

Z pewnością ani rządząca partia, ani liberalna opozycja nie spodziewały się, że przez kolejne tygodnie istotnym uczestnikiem polskiej polityki będzie garstka protestujących w Sejmie opiekunów i opiekunek osób z niepełnosprawnościami. To jeden z najciekawszych protestów w dziejach III RP.

Od pewnego czasu facebookowy profil Iwony Hartwich, jednej z liderek sejmowego protestu, jest pierwszym z tych, które odwiedzam z rana. Najpierw patrzę na zdjęcie z gorzkim napisem „kalendarz hańby”. Kolejne dni protestu – w kalendarzu po stronie PO-PSL zastygła historyczna już liczba „17 dni”. Po stronie rządu PiS odliczam: 27., 28., 29. dzień. 

Przyglądam się też zmianie nastrojów społecznych. Po stronie elektoratu Prawa i Sprawiedliwości narasta irytacja, trudniej też o spokój wśród szeregowych posłów i posłanek różnych barw. O wiele bardziej stonowani są politycy rządzącej partii, szczególnie ci, którzy negocjują z opiekunkami i opiekunami. Wygląda na to, że najbardziej decyzyjni w PiS politycy starają się, ze zmiennym szczęściem, uspokajać nastroje. 

Widać też było od początku, wbrew temu, co podawała opozycja, że najważniejsi politycy PiS zabiegają o kontakt z protestującymi. Kłopot w tym, że sądzili, iż szybko oczarują ich obietnicami. A to się ewidentnie nie udało. Moim zdaniem to nawet dobrze, że opiekunki i opiekunowie osób z niepełnosprawnościami postawili się władzy.

2014 i 2018 – podobieństwa i różnice

A jak mają się nastroje po stronie liberalnej opozycji? Bodaj najtrafniej opisał je Grzegorz Sroczyński, dziennikarz Gazety.pl. Muszę go zacytować, ponieważ wiem, że dla części moich Czytelniczek i Czytelników bardziej przekonująco zabrzmi to właśnie w jego, a nie w moim wydaniu: „Trudno uwierzyć, że PO nagle przejęła się losem grupy, którą za swoich rządów miała w nosie. Podobnie trudno uwierzyć, że redaktorzy tygodników i gazet, którzy dotąd na dźwięk słowa »niepełnosprawni« ziewali podczas redakcyjnych kolegiów i ucinali, że temat nikogo nie zainteresuje, nagle doznali jakiegoś chrystusowego nawrócenia na empatię. Tak, niestety, prawica ma absolutną rację, że nasze zainteresowanie protestem w Sejmie wynika głównie z tego, że można niepełnosprawnymi dziećmi okładać Kaczyńskiego po głowie”. 

Gdy w 2014 r. pikietowałem pod Sejmem w proteście przeciw biedzie z nędzą, w jakiej żyła na zielonej wyspie niejedna rodzina z niepełnosprawnymi osobami, nie było z nami ani Anny Dymnej, ani Janiny Ochojskiej, ani kard. Kazimierza Nycza. A TVN, Polsat, TOK FM itp. media liberalnego mainstreamu, jeśli już informowały o ówczesnym proteście, to raczej jako strona sprzyjająca władzy, a nie bezstronne środki przekazu, w których szatki lubią się przebierać. Dlaczego ich tam wówczas nie było? Ponieważ za rządów PO opiekunki i opiekunowie osób z niepełnosprawnościami byli „zwykłymi roszczeniowcami”, niewygodnymi intruzami, rysą na wizerunku niepodlegającej krytyce Polski Donalda Tuska. Z kolei Stefan Niesiołowski właśnie wtedy, w czas protestu opiekunów niepełnosprawnych, popisał się niejednym niegrzecznym wyskokiem.

Media i niepełnosprawni

My, którzy wtedy protestowaliśmy, byliśmy oszołomami, którzy interesowali co najwyżej prawicowe pisma, TV Republikę, Radio Maryja i niszowe lewicowe portale. Pamiętam wielką i słuszną radość jednego z najistotniejszych w Polsce ekspertów od sytuacji osób z niepełnosprawnościami, a przy tym szczerego społecznika, Rafała Bakalarczyka, gdy „Gazeta Wyborcza” napisała pierwszy duży tekst o realiach życia w Polsce tej małej, zawsze lekceważonej grupy społecznej. Oczywiście już za rządów PiS. Dla mnie był to o tyle smutny moment, że zainteresowanie tym tematem akurat traciły prawicowe media. Taki to polityczny płodozmian na miarę naszej epoki. Przy okazji, ponieważ spora część lewicy od zawsze lepiej żyje z liberalnymi mediami i jest na nich wychowana, to za PiS może przeżyć tę chwilę radości, że wreszcie liberalny mainstream potrzebuje ich poglądów. I chętniej ich goszczą w siedzibie Agory.

Gra medialna wokół spraw osób niepełnosprawnych jest o tyle istotna, że wpływa na społeczny odbiór sejmowego protestu. Żeby było jasne: w tym konflikcie zawsze będę po stronie opiekunów niepełnosprawnych i samych osób z niepełnosprawnościami – niezależnie od tego, kto będzie rządził. Dlatego cieszy mnie, że po raz pierwszy bodaj od lat 90. opinia publiczna tyle słyszy o problemach tych ludzi. Po raz pierwszy od bardzo dawna, i to nie przy okazji zbiórek wielkich medialnych fundacji, w cieszących się dużą oglądalnością programach ktoś tyle mówi o barierach życiowych, społecznych i ekonomicznych osób z niepełnosprawnościami. 

I niezależnie od tego, co sądzi poirytowany elektorat PiS – to bardzo dobrze, ponieważ społecznego wyczulenia na sprawy tych osób i ich rodzin nigdy dość. Nie jest też tak, że protestujący w Sejmie krytykują jedynie rząd Mateusza Morawieckiego. Po prostu liberalne media nie są zainteresowane nagłaśnianiem choćby krytycznych opinii Iwony Hartwich o obietnicach bez pokrycia, jakie swego czasu opiekunom niepełnosprawnych składał Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia za czasów Platformy.

Nie jest też tak, że protestujący w Sejmie krytykują jedynie rząd Mateusza Morawieckiego. Po prostu liberalne media nie są zainteresowane nagłaśnianiem choćby krytycznych opinii Iwony Hartwich o obietnicach bez pokrycia, jakie swego czasu opiekunom niepełnosprawnych składał Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia za czasów Platformy.

Dwie uwagi do protestujących

Dwie rzeczy zdumiały mnie jednak przy okazji tego protestu. Pierwsza, drobniejsza, raczej wizerunkowa: dziwi mnie zaangażowanie mec. Jarosława Kaczyńskiego, prywatnie męża jednej z posłanek Nowoczesnej, jako reprezentanta opiekunów niepełnosprawnych w starciu przeciw posłowi Jackowi Żalkowi. Sprawia to wrażenie zbytniej zażyłości z określoną opcją polityczną, czyli Nowoczesną, która zresztą – przypomnijmy to sobie – jest siłą wyrosłą z wizji „taniego państwa”, a nie państwa solidarnego z najsłabszymi. Najlepszy byłby ktoś politycznie niekojarzony z nikim, chyba że jest to jedynie medialna zagrywka na potrzeby gorącej politycznej chwili. 

Druga sprawa jest poważniejsza. I niestety wiele mówi o polskich wyobrażeniach społecznych (rodziny niepełnosprawnych dzielą je przecież z wieloma innymi polskimi rodzinami). Myślę o krytyce daniny solidarnościowej ze strony protestujących. Zdumiała mnie postawa pani Katarzyny Milewicz, matki dzieci z niepełnosprawnością, gdy zaapelowała do osób, które mogą być objęte daniną solidarnościową, aby nie płaciły tego podatku. „Wolimy, żeby firmy i prywatne osoby przekazywały nam dobrowolnie pieniądze, a nie przymusowo. Prosimy was, nie zgadzajcie się na tę daninę solidarnościową” – stwierdziła. Przecież chodzi właśnie o to, żeby problemy z dopływem gotówki rozwiązywać systemowo, a nie poprzez dobijanie się o jałmużnę od najbogatszych i zależność od ich widzimisię. A powiedzmy sobie wprost – nie każda rodzina osób z niepełnosprawnością ma taki sam dostęp do fundacji zasilanych z jednego procenta. 

W ponoć autorytarnym państwie PiS ulubieńcami liberalnych mediów zostali dwaj dzielni chłopcy na wózkach inwalidzkich i ich nie mniej dzielne niepełnosprawne koleżanki. Kto wie, może kiedyś ktoś z tej okupującej Sejm młodzieży pójdzie do polityki. I będzie serio traktować obietnice złożone ludziom wykluczonym i słabym.
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE