Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Konrad Wysocki
04.09.2026 09:27

Podatek od codzienności

1 września przyniósł powrót do szarej rzeczywistości nie tylko dla milionów dzieci, które po dwumiesięcznej labie wróciły do szkolnych ławek.

Tego samego dnia pękła sztucznie pompowana przez rząd Tuska bańka pod tytułem „niższe ceny paliw”. Jeszcze w poniedziałkowy wieczór na stacjach benzynowych panował tłum, samochody czekały w kolejkach nawet 1,5 godz., by dostać się do dystrybutora. A i były takie stacje, gdzie zabrakło paliwa. Teraz o to można już być spokojnym. Miarą tego, jak w ciągu minuty podskoczyły ceny benzyny i diesla, są nasze portfele, a nie słupki i wykresy podawane w rządowych mediach. Niestety w kieszeniach Polaków coraz częściej brzęczy, a nie szeleści. Tam, gdzie to możliwe, wielu z nas ogranicza podróż autem. A przecież nie każdy ma tramwaj czy autobus pod nosem, by tam się przesiąść. Co gorsza, ostateczny rachunek za podwyżki na stacjach zapłacimy podwójnie – i to już za chwilę, przy kasach w marketach. Droższy transport to z automatu wyższe ceny towarów czy usług. Polityczna iluzja taniego tankowania prysła w ułamku sekundy, a zwykłemu obywatelowi po raz kolejny zostawiono do zapłacenia wyjątkowo słony rachunek.

NAJNOWSZE