Od kilku tygodni na łamach „Codziennej” i „Gazety Polskiej” opisywaliśmy różne scenariusze przejmowania Trybunału Konstytucyjnego. Od najbardziej radykalnych – czyli tego, co widzieliśmy w nocy z piątku na sobotę – po bardziej cywilizowane, choć również trudne do wyobrażenia, jak utworzenie TK bis w gmachu resortu sprawiedliwości, w którym orzekaliby członkowie wybrani przez Sejm tej kadencji.
Donald Tusk, Marcin Kierwiński i Waldemar Żurek zdecydowali się na wariant siłowy. Odgrodzili siłami policyjnymi bramę trybunału, zablokowali do niego dostęp wszystkim, poza uzurpatorom, i wpuścili „swoich sędziów” przejściem na tyłach, między KPRM a TK.
To, że Kancelaria Premiera wydała zgodę na umożliwienie uzurpatorom wejścia przez swój teren, przyznała dopiero w niedzielę Anna Korwin-Piotrowska, podająca się za nowego kierującego pracami instytucji. W poniedziałek na antenie TVN24 potwierdził to Jan Grabiec, pisząc na siebie w przyszłości zawiadomienie do prokuratury. – Wydałem zgodę na przejście sędziów z KPRM – skwitował współpracownik premiera.
Seria niekorzystnych zdarzeń
Wokół nielegalnego wejścia do trybunału ósemki uzurpatorów pojawiły się zresztą kolejne komplikacje. Korwin-Piotrowska miała zawiadomić komendanta głównego policji o istotnych czynnościach w budynku przy Al. Szucha, które wymagały obstawy mundurowych ze względu na zagrożenie życia. Drugi powód wielkiej mobilizacji służb w stolicy, podawany oficjalnie przez władzę, brzmiał: ataki różnymi przedmiotami na funkcjonariuszy.
Tymczasem operacja musiała być zaplanowana wcześniej, na co wskazuje nie tylko zgoda na spacer z KPRM do trybunału, lecz także zapisane metadane w plikach opublikowanych przez Korwin-Piotrowską. Okazało się, że ktoś, kto jest od ponad dwóch dekad sędzią, skończył studia prawnicze, jest ekspertem co prawda nie od ustroju i konstytucji, ale spraw gospodarczych, nie potrafi samodzielnie napisać komunikatu, jak już się mieni uzurpatorem. To prawdopodobnie nie Korwin-Piotrowska przygotowała kuriozalne zarządzenia z 30 i 31 października, odsuwające od obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego, a odpowiednio Krystian Markiewicz i Maciej Berek.
Na domiar złego, informacja o „zarządzeniu przerwy w czynnościach służbowych” Święczkowskiego i Sochańskiego jest datowana na stronach TK na… 21 października.
Epicentrum wizerunkowej katastrofy miało miejsce po powrocie prezydenta Karola Nawrockiego do Polski – gdy najpierw policjanci blokowali mu dostęp do bramy TK, mimo zaproszenia zarówno od legalnego kierownictwa TK jak i – o czym sama zapewniała w sobotę Korwin-Piotrowska – ze strony uzurpatorów. Według logiki uśmiechniętych gościa w drzwiach wita się krzykiem: „Nie wejdziesz!”.
Berek złożył autodonos
Nie wiedzielibyśmy o tym, gdyby nie filmik na X z piątkowo-sobotniej nocy autorstwa… Macieja Berka, który od razu, dostrzegając negatywne dla rządu reakcje, zaczął tłumaczyć, że to Karol Nawrocki napierał, a nagranie nie oddaje w pełni przebiegu starcia.
Nigdy jeszcze głowa państwa nie została tak ordynarnie, po chamsku potraktowana, i to przez ludzi, którzy mienią się sędziami i żądają od niego przyjęcia ślubowania. Doskonale ujął to konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski, mówiąc, że szarpanie prezydenta było najlepszym dowodem na to, że ci ludzie nie mogą orzekać w Trybunale Konstytucyjnym.
W tym zresztą momencie plan oswojenia w pełni swoich zwolenników i przynajmniej niewielkiej części nieprawicowych wyborców z przejętą instytucją się posypał. Gdyby prezydent nie zawrócił samolotu w trakcie podróży do Senegalu, nie byłoby wstrząsających obrazków i kompletnie negatywnego odbioru całej akcji w sieci. To dlatego już w sobotę KO i Lewica panicznie poszły w narrację, że to Karol Nawrocki zaatakował i „odpychał brutalnie” sędziów.
Rządzący wzmacniają polaryzację, by przekonać do swoich „racji” przynajmniej betonowy elektorat. Warto zauważyć, że prezydent – mimo tego jak został potraktowany – zajął stanowisko merytoryczne: zaprosił kilka godzin po szarpaninie przedstawicieli wszystkich partii na konsultacje, nie odpowiada też na wyzwiska, zachowuje spokój.
Służba Ochrony Państwa nie może jednak pozwalać na fizyczne atakowanie głowy państwa, choćby dokonywała go nadpobudliwa starsza pani, która nie radzi sobie z emocjami. Następnym razem prezydenta w tłumie zaatakuje ktoś silniejszy i uzbrojony. Zatrważał wówczas ten brak reakcji służb, podległych – co trzeba zaznaczyć – MSWiA.
Wyższa matematyka w służbie partii
Wczoraj Anna Korwin-Piotrowska zwołała Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, by przegłosować m.in. uchylenie immunitetu prezesowi Bogdanowi Święczkowskiemu i wiceprezesowi Bartłomiejowi Sochańskiemu. Zarówno ona, jak i minister Waldemar Żurek przekonują wszystkich wokół, że 8 równa się 10, choć dwie trzecie do zachowania kworum z 15 wynosi 10.
Co więcej, kabaretowi zamachowcy ignorują to, że Święczkowski wyznaczył w kwietniu 2026 r. – zgodnie z ustawą o TK – Stanisława Piotrowicza do kierowania pracami trybunału na wypadek, gdyby prezes instytucji nie mógł wykonywać obowiązków. Zgodnie z prawem Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK zwołuje tylko prezes, a pozostaje nim Święczkowski.
Przeciwko żałosnym argumentom rządu protestują I prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, eksperci o różnych sympatiach politycznych, nawet prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, kojarzony raczej ze stroną liberalno-lewicową, czy Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Nie mam złudzeń – głosy krytyczne nie powstrzymają Donalda Tuska, chyba że na drodze stanie mu co najmniej kilkaset tysięcy ludzi i wizja wojny domowej.
Po trzech latach od nielegalnego przejęcia TVP i prokuratury, mimo protestów prawicy i pewnych oporów, z emocji zwolenników Tuska z 2023 r. nie zostało prawie nic. A gdy przez cały ten czas wmawiało się Polakom, że TK „nie istnieje”, jego wyroki są nielegalne, a wakaty słusznie nieobsadzane, to nagle schizofrenia zaczęła być zastanawiająca dla osób spoza prawicowej „bańki”.
I to dlatego tylko 17 proc. polskiej sieci popierało wjazd na policyjnych pałach do trybunału, a 13 proc. wyrażało aprobatę dla orędzia Tuska. I będzie dla rządzących jeszcze gorzej, gdy zrobią to samo z NBP i na końcu z Sądem Najwyższym. Tyle że jest dodatkowy problem – gdy podpalasz kraj i ryzykujesz długą odsiadkę, to musisz mieć solidne przekonanie, że nie przegrasz jakimś cudem za rok wyborów. Albo pewność, że te wybory się nie odbędą.