Roman Giertych jest mimo wszystko adwokatem, może – tak jak jego poprzednicy, mający najlepsze chęci, by zadowolić pryncypała i skrajny elektorat – nadal trzymać się „niepotrzebnych reguł”, paragrafów i ogółem nieznośnych przepisów. Warto pójść na całość: nic nie szkodzi, by Tusk powierzył to odpowiedzialne stanowisko np. oligarsze Ryszardowi Krauzemu, znanemu ze współpracy z Romanem Giertychem, albo lepiej niejakiemu Jackowi Murańskiemu, człowiekowi – jak sam premier twierdził, godnemu zaufania i „postaci znanej”. Tusk w KO faktycznie jest jak cezar, bo niczym Kaligula mógłby właściwie ministrem (lub senatorem) mianować nawet, nomen omen, konia. Pytanie tylko, czy to dlatego, że nikomu poza swoim adoracyjnym kółkiem już nie ufa, czy też nikt poważny poza Koniem nie chce brać na siebie odpowiedzialności za to, czego coraz bardziej rozjuszony szef gabinetu coraz mniej popularnego rządu może zażądać?