Przypomina to los premier Beaty Szydło, która z zakazu dyskryminacji ze względu na płeć została jako premier wyłączona tak radykalnie, że gdy mężczyzna wjechał w nią samochodem, dostał w nagrodę od Tuska miejsce na liście wyborczej. Czytam na portalu Tomasza Lisa entuzjastyczny wpis o tym, że w stosunku do Pełczyńskiej-Nałęcz „Jan Filip Libicki sięgnął po przysłowie »baba z wozu, koniom lżej«, zarzucając jej brak umiejętności współpracy oraz toksyczne zachowania”.
Tak jest, babami trzeba rzucać, najlepiej z wozu na bruk, nawet jak się ździebko posiniaczą. Dość dyktatury kobiet! Niech żyje Libicki, tradycjonalista niemal lefebrystyczny, były polityk radykalnie prawicowego Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, który nie bez sympatii wypowiadał się o… skinheadach, a potem został szefem PiS w Wielkopolsce. Tomasz Lis kocha tego przedstawiciela PiS, a jak się akurat tej baby nie bije, to jej wątroba gnije!