Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, a trzynastogrudniowcy łaskawie obniżyli ceny paliw. Premier ogłosił wielki sukces. Tyle że góra urodziła mysz: cenom na stacjach benzynowych daleko dziś do obiecanych niegdyś przez Tuska 5,19 zł za litr. Pewne jest za to, że niebotycznie poszły w górę ceny opału. Koszmarna wiadomość dla wielu jest taka, że do wiosny mogą jeszcze wzrosnąć, bo nie dość, że nawet pellet drzewny horrendalnie drogi, to jeszcze w składach występuje – jak to eufemistycznie podają liberalne media – w ograniczonych ilościach. Rosną inflacja i bezrobocie, spadają realne zarobki, ale jedno w Polsce jest z pewnością: coraz większa dziura budżetowa. Użyłem wcześniej metafory myszy i góry, przychodzi do głowy jeszcze jedna: pasikonika u władzy, który przehulał kilka dobrych lat, a teraz się okazuje, że „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Nie jest to jednak najlepsza metafora, bo dla pasikonika i jego politycznego dworu kasy z pewnością nie zabraknie. I może stąd ten nieustający uśmiech na twarzy naszego milusińskiego pana premiera.
Pasikonik u władzy
Trzeba przyznać Donaldowi Tuskowi, że jak chce, to potrafi… zadbać o własny wizerunek.