Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
06.05.2026 13:00

Państwo z kartonu. Kozanecki uciekł, bo mógł

Skandalicznie niski wyrok dla Pawła Kozaneckiego za wypadek ze skutkiem śmiertelnym na prostym odcinku drogi, brak reakcji adwokatury w związku z tragedią i medialnymi popisami członka łódzkiej palestry, a także ucieczka mecenasa to plucie w twarz rodzinom ofiar wypadku z 2021 r. pod Barczewem. Instytucje państwa – mimo szumnych deklaracji Waldemara Żurka – są silne wobec słabych, a słabe jak z tektury wobec silnych. List gończy za Kozaneckim jest kompromitacją polityczną ministra, który zajmuje się nieudolnie politycznymi rozliczeniami, zamiast realnymi przestępcami.

Paweł Kozanecki to jeden z najbardziej odrażających piratów drogowych ostatnich lat w Polsce – ex aequo z Sebastianem Majtczakiem, innym uciekinierem, który na autostradzie A1 w 2023 r., pędząc jak szalony, zabił trzy osoby i uciekł do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Adwokat 26 września 2021 r. wracał luksusowym Mercedesem z wesela wraz z rodziną jednej ze znajomych influencerek. Na trasie Barczewo–Jeziorany spowodował groźny wypadek drogowy. W trakcie jazdy Kozanecki przekroczył podwójną linię ciągłą, zjechał na przeciwległy pas i uderzył prosto w Audi 80 z dwiema kobietami w środku. Ofiary wypadku zginęły na miejscu. 

Kozanecki od początku mataczył 

Z relacji świadków wynikało, że łódzki mecenas od początku zachowywał się irracjonalnie. Widok zmiażdżonego Audi i dramat dwóch kobiet nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Nie zainteresował się losem ludzi, w których wjechał. Oparty o swój samochód, pił spokojnie napój gazowany. Oczekiwał dyskretnie na przyjazd służb. Kozanecki w chwili wypadku był pod wpływem kokainy, ale jej ilości były śladowe – prokuratura odstąpiła więc od zarzutu prowadzenia pojazdu pod wpływem narkotyków. W jednym z wywiadów pirat drogowy twierdził, że „nigdy świadomie nie zażywał” nielegalnych substancji, a ktoś mógł mu dosypać środek do napoju podczas wesela. Na tym nie koniec, bo dzień po wypadku Kozanecki opublikował filmik w sieci, w którym wyżywał się na ofiarach. Zrzucił na nie winę za zderzenie pod Barczewem, miotając oskarżeniami przed kamerką, iż poruszały się „trumną na kółkach”, zamiast zainwestować w samochód klasy premium. „To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach i m.in. dlatego te kobiety zginęły. Niektórzy się cieszą, że kupili auto za 3 tys. złotych – mówił. – A nie lepiej wziąć kredyt? Pożyczyć od kogoś kasę? Poczekać? Uzbierać? I kupić auto bezpieczne?” – pytał Kozanecki kilkadziesiąt godzin po zgonie dwóch kobiet. „Pod wpływem emocji nagrałem relację, w której użyłem niewłaściwych słów. Z całego serca przepraszam za te wypowiedzi rodziny ofiar i wszystkich tych, których moje wypowiedzi uraziły, zbulwersowały, oburzyły” – kajał się pod wpływem krytyki opinii publicznej Kozanecki. Gdy rozpoczął się proces, nie przyznawał się do winy. Obrona robiła wszystko, by postępowanie się wydłużało, składając wnioski o odroczenie sprawy. 

„Stary” druh Iustitii 

Mecenas od „trumien na kółkach” mógł liczyć na bezkarność w środowisku adwokackim. Został zawieszony w prawach do wykonywania zawodu adwokata w 2023 r., ale nie z powodu tragedii na Pomorzu sprzed dwóch lat, ale... nieopłacenia składek członkowskich. Kozanecki aż do 2024 r. funkcjonował w środowisku palestry – mimo kilku postępowań dyscyplinarnych – i nie poniósł żadnych konsekwencji nie tylko za wypadek, ale też urągające prawnikowi zachowanie tuż po zderzeniu na drodze. Kozanecki – o tym warto wspomnieć – uczestniczył w marszu w obronie „praworządności” organizowanym przez Donalda Tuska 4 czerwca 2023 r. W relacjach w mediach społecznościowych pisał: „Idziemy po swoje”, „Jesteśmy tu, bo chcemy, aby nasze dzieciaczki żyły w takiej Polsce, o jakiej wszyscy marzymy”. Adwokat najwyraźniej liczył, że polityczne zaangażowanie zostanie wynagrodzone przez wymiar sprawiedliwości. I w całej swojej bezczelności miał rację.

Prokuratura żądała dla oskarżonego o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pięciu lat pozbawienia wolności i zakazu prowadzenia pojazdów na okres 10 lat. Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał Kozaneckiego na skromne dwa lata więzienia. Sąd Okręgowy w Olsztynie był jeszcze bardziej miłosierny – złagodził wyrok dla adwokata od „trumien na kółkach” do 1,5 roku i tym samym otworzył furtkę do odbywania go w ramach dozoru elektronicznego w domu. Kozanecki złożył nawet stosowny wniosek w tej kwestii. Prawomocny wyrok miał swoją twarz – wydał go „stary” sędzia Karol Radaszkiewicz, który w sposób nielogiczny bronił w uzasadnieniu mecenasa. Dowodził, że zderzenie było jedynie efektem „zmęczenia” po imprezie weselnej i absolutnie nie wynikało z brawury kierowcy. W zasadzie sprawca mógł nie opanować wypełnionego elektroniką Mercedesa – tak można było interpretować tłumaczenia sędziego. Radaszkiewicz nie jest postacią anonimową w środowisku sędziowskim – podpisywał apele i listy otwarte Iustitii wymierzone w byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i poprzedni rząd. Był też m.in. w składzie uniewinniającym przed laty byłego prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego w związku z seksaferą. 

List gończy za Kozaneckim 

Do odbywania kary więzienia Kozanecki miał się stawić 22 kwietnia. Nie przybył do wyznaczonego przez sąd zakładu karnego. Policja wydała za nim list gończy. Adwokat – z chwilą pisania tego tekstu – rozpłynął się w powietrzu. W okresie między prawomocnym orzeczeniem a wezwaniem do odbycia kary nikt nie kontrolował tego, co robi i gdzie przebywa, choć postępowanie skazanego zarówno po wypadku, jak i w trakcie procesu wskazywało, że taki będzie finał tej historii. Historii, w której instytucje polskiego państwa – sądy, służby, adwokatura – pokazały bezradność i śmieją się w twarz rodzinom ofiar, które nie doczekały się nawet wpłaty zasądzonego zadośćuczynienia od Kozaneckiego. Minister Waldemar Żurek zamiast inicjować zmianę przepisów tam, gdzie to potrzebne – np. w zakresie kontroli skazanych prawomocnym wyrokiem – zajmuje się polowaniem na czarownice, zwalczaniem prezydenta Karola Nawrockiego i łamaniem praworządności pod płaszczykiem chorych rozliczeń. Ucieczka Kozaneckiego – wszak można założyć, że adwokat załatwił sobie kryjówkę w jednym z ciepłych krajów – idzie na jego polityczne konto. Nic, tylko pogratulować sprawczości „drwalowi”.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej