Była to prywatna stacja, jeden z nielicznych wyjątków. Tusk nie dał za wygraną – kolejnego dnia pokazał zdjęcie z tej samej stacji z Lubieszyna, która na skutek aktywności szefa gabinetu jeszcze mocniej obniżyła cenę do poziomu 5,14 zł. Wbrew temu, co sugerował Tusk, nie świadczyło to o spełnieniu obietnicy wyborczej. Premier promował prywatną stację, działając na szkodę narodowego czempiona, czyli Orlenu. Ponadto średnia cena paliw w święta była dużo wyższa, oscylowała powyżej 5,70 zł za litr. Wreszcie – nawet nie to, że Tusk ma ludzi za idiotów, robi na mnie największe wrażenie, wszak czymś należało przykryć kompromitację z fuszerką prokuratury w kwestii aresztu dla Zbigniewa Ziobry. Gdyby premier rzucił, że za oknem mamy 25 stopni, a nie chłód, to jego najwierniejsi fani wyszliby na podwórko w podkoszulkach. I to już smutny wniosek po kilku dniach obserwacji propagandy sukcesu.
Ordynarna propaganda
Donald Tusk traci instynkt samozachowawczy. Nie chodzi tylko o dziwaczne filmiki premiera, na których zajada się żurkiem albo gra na keyboardzie. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia wrzucił zdjęcie z hejterskiego profilu Sok z Buraka, na którym widać cenę za benzynę po 5,18 zł.