Tuż po tym, jak okazało się, że w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego swoje stanowiska zachowają wszyscy ministrowie (może to się oczywiście zmienić), w sieci zaczęła krążyć fantastyczna teoria o tym, że odwołani i powołani na nowo ministrowie otrzymają z tytułu zwolnienia trzymiesięczne odprawy. Rzecz oburzała internautów, tym bardziej że piłeczkę podbijali ważni politycy Platformy Obywatelskiej. I tak Sławomir Neumann napisał na Twitterze: „Jako że weszliśmy w okres świąteczno-noworoczny, PiS zafundował Polakom szopkę i żłóbek jednocześnie. Szopka nazywana potocznie rekonstrukcją rządu. Żłóbek, a właściwie żłób, bo odwołani/powołani ministrowie dostaną dodatkowo 3-miesięczne odprawy!”. Mało parlamentarny wpis Nuemanna rozszedł się jak polski Internet długi i szeroki. Tylko z konta posła zaliczył 412 podań dalej i 960 polubień, co przekłada się zapewne na dziesiątki tysięcy interakcji. Zdezorientowana była nawet część prawicowych komentatorów. Wyliczano, że cała operacja ma kosztować blisko 4 mln złotych (pieniądze od razu przekładano na wydatki, które miałyby być ważniejsze).
Jak jest w rzeczywistości? Ano tak, że poza panią premier, która otrzyma 3-miesięczne wyrównanie, i premierem Morawieckim, któremu pensja wzrośnie, wszystko zostanie po staremu. Dzieje się tak, bo ministrowie zachowują ciągłość pracy. „Informujemy, że zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, w sytuacji, kiedy powołanie nastąpiło bezpośrednio po odwołaniu, nie ma podstaw do wypłaty tzw. dodatku wyrównawczego. W przypadku kierowniczych stanowisk państwowych przepisy nie przewidują także żadnych odpraw” – poinformowało Centrum Informacyjne Rządu. Tyle faktów. A wpis Neumanna? Dalej wisi i dezinformuje.