Chodzi oczywiście o wypowiedź byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka, który w Radiu Zet w niejednoznaczny sposób wyraził się o interwencji polskich wojsk w przypadku, gdyby Rosja zaatakowała kraje bałtyckie. – Powinni bronić Polski. Trzeba być silnym w sojuszach, tak było za rządów PiS, stawiać na współpracę z USA – powiedział, unikając konkretnej odpowiedzi o wsparciu naszych sąsiadów. Dalej było gorzej, bo w sejmowej utarczce z posłem koalicji 13 grudnia Jerzym Meysztowiczem prof. Przemysław Czarnek na wypomnienie słów Błaszczaka odburknął: „To jedź i broń!”.
Wprowadzanie takiej izolacjonistycznej narracji i podważanie polskiego zaangażowania to sprzyjanie rosyjskiej propagandzie i podminowywanie sojuszy z tymi, którzy od dawna patrzą na nas jako na wiarygodnego sąsiada. To także bezsensowne umizgi w stronę tej części elektoratu, który i tak na Zjednoczoną Prawicę nie zagłosuje.