Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,ks. Jarosław Wąsowicz SDB,
16.05.2020 08:51

Najchętniej grał na bramce

Wśród wielu okrągłych rocznic, które przeżywamy w tym roku, jest też setna rocznica urodzin św. Jana Pawła II. Nasz ukochany papież urodził się 18 maja 1920 r. 

Na temat jego niezwykłego pontyfikatu napisano już wiele książek, powstały specjalne instytuty badawcze, które z perspektywy naukowej przypatrują się spuściźnie, którą pozostawił po sobie Ojciec Święty. Wciąż jednak wielu z nas w jego osobie odnajduje bardzo osobiste doświadczenie, kiedy docierał do naszych serc, zmieniał wiele w naszym życiu. Tego nie da się często opisać ani uchwycić w naukowych rozprawach. Co najważniejsze, to doświadczenie obcowania z największym prorokiem naszych czasów w wielu sercach trwa nadal.

Z opracowań biograficznych wiemy, że Karol Wojtyła bardzo lubił grać w piłkę. Na podwórku w Wadowicach najchętniej występował w roli bramkarza i na tej pozycji spisywał się znakomicie. Bronił dostępu do bramki swojej drużyny jak lew. Później przez całe swoje życie wiernie bronił Kościoła, świętych prawd wiary i obecności ewangelicznych wartości w we wszelkich przejawach funkcjonowania społeczeństw i narodów. Przede wszystkim bronił wartości samego życia, od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. 

Dla Polaków święty papież jest postacią wyjątkową. Niósł w sobie całe dziedzictwo narodu, z którego wyrastał, i umiał nim obdarować cały świat. Przez wiele lat słuchaliśmy Jana Pawła II, jego wykładu narodowej historii i o obecności w niej Boga, dlatego udało nam się zerwać kajdany czerwonej niewoli. Później z tą naszą mądrością było już różnie, aż nas papież w czasie pielgrzymek do wolnej już Polski wielokrotnie musiał upominać. Refleksja, zadumanie i modlitwa powróciły do serc większości 15 lat temu, kiedy Ojciec Święty podsumowywał swój twórczy pontyfikat cierpieniem i świadectwem wiary w życie wieczne. Ten nastrój narodowych rekolekcji, jakie było nam dane wówczas przeżyć, przeraził złego. Media szybko to niezwykłe doświadczenie zbombardowały tanimi sensacjami, wyimaginowanymi skandalami, wściekłym atakiem na księży i Kościół. Swoje wówczas osiągnęły. Na szczęście, jak się wydaje, tylko pozornie.

Osobiście jestem przekonany, że jedno tym zaklinaczom rzeczywistości nie udało się wówczas na pewno. Nie zniweczono owoców wspólnych spotkań modlitewnych i mszy św. w intencji papieża organizowanych przez kibiców w całej Polsce. Kibice nie spotykali się, by się sztucznie i na życzenie mediów pojednać, ale by uczcić wielkiego rodaka, katechetę świata, który zmienił bieg historii. Zobaczyliśmy, że wokół ważnych spraw narodowych – a taką była śmierć papieża – można się zjednoczyć ponad podziałami, odnaleźć wspólne wartości. Dzisiaj jest to już norma w polskim świecie kibicowskim. Wówczas zdarzyło się to pierwszy raz. 

Gdyby nie tamte spotkania przy okazji śmierci Jana Pawła II, nie byłoby dzisiaj wspólnych przedsięwzięć patriotycznych i naszej kibicowskiej pielgrzymki. Dla mnie jest to wciąż trwający cud, który dokonał się za wstawiennictwem świętego papieża. Mam nadzieję, że dla naszego środowiska wciąż będzie fundamentem budującym świat wokół nas, ku chwale Boga i Ojczyzny!
 

NAJNOWSZE