Od rycerzy Chrobrego, Jagiełły, przez husarię Kircholmu, Kłuszyna, Wiednia, po szwoleżerów spod Somosierry, ułanów Beliny czy tych spod Rokitny. Tradycje kawaleryjskie przejęły także potem, po zmianach technologicznych, oddziały pancerne. Dywizja pancerna gen. Maczka, brygada pancerna i pułki rozpoznawcze pod Monte Cassino – to byli spadkobiercy tej tradycji. Mieli wkraczać i wkraczali tam, gdzie trzeba było przełamać przeciwnika lub też osłonić piechotę.
Solidarność to jedno z największych zbiorowych osiągnięć Polaków w XX wieku – próby przypisania sobie jednoosobowej chwały przez Lecha Wałęsę na szczęście w dużej mierze się nie powiodły, przynajmniej tu u nas, w Polsce. Na świecie, niestety, Wałęsa nadal jest symbolem. Ten sam Wałęsa nawoływał właśnie służby podległe Tuskowi, żeby pałami traktowały obrońców Trybunału. Ale… „wjechała kawaleria”… Jaka kawaleria? Pokojowa! To jedna z największych sił i najważniejszych atrybutów Solidarności rozumianej już nie tylko jako związek zawodowy, ale jako szeroki, wolnościowy ruch społeczny – umiejętność walki z reżimem (reżimami) za pomocą pokojowych metod. W tym sensie jest to kawaleria unikalna w skali globu. Jest jeszcze i inna siła budująca tę wielką armię wolności siła, która jest obecnie fundamentem, podstawą ruchów społecznych mogących za rok obalić rząd Donalda Tuska. Tą siłą są Kluby „Gazety Polskiej”. I jeśli Solidarność ma być wjeżdżającą na plac boju jednostką przełamującą, to oddziałami toczącymi codzienny, trudny bój są właśnie kluby. A każdy wie, że bez piechoty nie wygrywa się ani bitew, ani wojen… Ta piechota jest! I trwa od lat, dzień za dniem, w nieustającym boju o lepszą Polskę.