Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tomasz Teluk
14.07.2026 12:00

Nadchodzi NATO 3.0

Europa bierze odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo przy wsparciu kluczowego sojusznika, USA. Rosja traktowana jest jako wróg numer jeden – to najważniejsze wnioski z niedawno zakończonego szczytu NATO w Ankarze, który potwierdził rolę Donalda Trumpa w światowym porządku jako hegemona.

Gdy jeszcze trzy lata temu trudno było przekonać wszystkich sojuszników o wrogości Kremla, a kilku z nich liczyło po cichu na powrót reguły „business as usual”, dziś już nikt nie ma wątpliwości. Rosja atakuje hybrydowo Europę i należy zrobić wszystko, aby nie doszło do eskalacji.

Ponadto na serio trzeba potraktować nawoływania Waszyngtonu do większych nakładów na obronność. Tak się więc stało, a Sojusz Północnoatlantycki wychodzi z ery marazmu do czasu intensywnego działania. 

Łuska spada z oczu

To dobra wiadomość dla Polski i krajów Międzymorza. Szczyt w Ankarze położył kres ogólnikowym i niezobowiązującym deklaracjom politycznym na rzecz postulatu systematycznego rozliczania państw członkowskich z dostarczania realnych zdolności bojowych, nakładów inwestycyjnych i budowania odporności w każdej domenie funkcjonowania państwa. 

Niewątpliwie zmiana podejścia do zagrożenia ze Wschodu jest sukcesem polskiej dyplomacji, która od wielu lat uświadamia zachodnim przywódcom, że współpraca z Rosją tylko wzmaga jej imperialne ambicje i służy do rozszerzania jej wpływów politycznych i gospodarczych. Ponadto nasz kraj będzie uczestniczył w formacie Europejskiej Grupy Pięciu (E5), co ułatwi podejmowanie ważnych decyzji w kwestii bezpieczeństwa. 

Szczyt w Ankarze przecina też spekulacje naszpikowane rosyjską propagandą i życzeniowym myśleniem Moskwy, że Stany Zjednoczone całkowicie wycofują się z Europy i zaczną zajmować się tylko swoimi sprawami w Azji Południowo-Wschodniej. Nic takiego nie będzie miało miejsca. Co ciekawe, ostra polityka Trumpa okazała się trzeźwiąca i skuteczna. 

USA mogą polegać na starych sojusznikach – Wielka Brytania zgodziła się na udostępnienie swoich baz RAF na potrzeby amerykańskich uderzeń odwetowych na Iran, oraz na nowych – takich jak Polska, która chciałaby stałej amerykańskiej bazy w miejsce wycofywania się USA z Niemiec. 

A na kogo liczyć nie można? Tutaj czarną owcą okazała się Hiszpania, wobec której Biały Dom zapowiedział kroki odwetowe i nawet wygaszanie relacji handlowych. 

Współpraca na wielu frontach

Szczyt w Ankarze był przede wszystkim sukcesem Turcji, która wróci do programu F-35 i chciałaby odgrywać wiodącą rolę w Sojuszu. Zacieśnia się także współpraca z krajami Bliskiego Wschodu – szczególnie Bahrajnem, Kuwejtem, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi – a także z krajami Indo-Pacyfiku, Koreą Południową i Japonią. Wszystko to dzieje się w obliczu zacieśniającej się współpracy osi zła: Rosji, Chin, Korei Północnej i Iranu. 

Wróćmy jednak na europejskie podwórko. Zeszłoroczna deklaracja z Hagi obligowała kraje Sojuszu do wydatkowania 5 proc. PKB na cele obronne. 3,5 proc. ma być wydatkowane na cele obronne, a 1,5 proc. na infrastrukturę. Rzeczywiście wśród państw Sojuszu wydatki wzrosły aż o 20 proc., osiągając wartość blisko 140 mld dol. To daje średnio 2,8 proc. PKB. Największe wydatki są na wschodniej flance NATO, przekraczają nawet wyznaczony cel, a im dalej od zagrożenia, tym są one mniejsze, co jest całkowicie zrozumiałe. 

Szczyt w Ankarze poskutkował podpisaniem wielu znaczących kontraktów. Dla Polski niezwykle istotna jest możliwość produkowania pocisków Barracuda na licencji amerykańskiej firmy Anduril. Sojusz zainwestuje też w nowoczesne samoloty rozpoznawcze Saab GlobalEye. Bezzałogowce Tryton posłużą zaś do patrolowania Arktyki. Powstanie także nowa flota transportowa bazująca na Airbusach A400M. 

W Niemczech rozpocznie się produkcja pocisków Tomahawk, a na Ukrainie – rakiet wykorzystywanych w wyrzutniach Patriot. Polska będzie miała możliwość serwisowania tego uzbrojenia. 

Uzgodniono także masowe wdrażanie systemów antydronowych i wzmocnienie tej floty w Europie. Co niezwykle ważne, aż 27 mld euro zostanie wydatkowane na modernizację i rozbudowę wojskowych sieci przesyłu i paliw płynnych, w którą zostanie włączony nasz kraj. Do Polski zostanie podciągnięty podziemny 300-kilometrowy tunel przesyłowy wprost do bazy PERN pod Bydgoszczą. W dalszej kolejności magistrala zostanie przedłużona do krajów bałtyckich. 

Na dalsze wsparcie może liczyć Ukraina. Kijów otrzyma 70 mld euro pomocy. Prezydent Wołodymyr Zełenski zyskuje coraz większą sympatię Donalda Trumpa, który jest zniesmaczony brakiem współpracy ze strony Władimira Putina. 

Urealnienie rosyjskiego zagrożenia

Ostatnie tygodnie stanowiły wysyp alarmistycznych informacji, że Rosja szykuje się do otwartej konfrontacji z NATO, przygotowując ostrzał infrastruktury krytycznej, a nawet wtargnięcie na terytorium sojusznicze. Jest to element wojny psychologicznej, którą Kreml prowadzi z Zachodem. Niestety, ulega jej coraz większa część polityków i mediów głównego nurtu. Tymczasem służby estońskie, które monitorują zagrożenia, zaprzeczyły, aby w tym momencie istniały takie krótkoterminowe plany ze strony Rosji, która nie radzi sobie na Ukrainie. 

W wyniku ostrzałów wycelowanych w rafinerię kraj agresora stoi na krawędzi kryzysu paliwowego. Nawet o połowę zredukowany został eksport, a po benzynę ustawiają się długie kolejki. Putin stoi przed poważnym dylematem. Albo zgodzić się na rozejm, jednak bez osiągnięcia celów zdobycia Donbasu i południowych rubieży tymczasowo okupowanej Ukrainy, albo kontynuować bezsensowną wojnę i ogłosić powszechną mobilizację. 

Trudno się spodziewać racjonalnej oceny sytuacji ze strony dyktatora. Putin chce zapisać się w historii jako odrodziciel nowej potęgi Rosji. Dlatego nie tylko kompletuje armię do przyszłej konfrontacji z Zachodem, lecz także snuje plany eskalacji konfliktu na Ukrainie, mimo że według badań opinii publicznej już 61 proc. Rosjan opowiada się za negocjacjami pokojowymi. Realnie Kreml utrzyma ukrytą mobilizację, zwiększając nakłady na zaciąganie najemników z zagranicy. 

Natomiast to, czego można się spodziewać na wschodniej flance, to wszelkie działania, które spowodowałyby, że Polska i inne kraje odwróciłyby się od Ukrainy. Prawdopodobne są więc wtargnięcia ze strony Rosji czy Białorusi, dronów z ukraińskimi znakami rozpoznawczymi, a także operacje pod fałszywą flagą, tak aby oskarżyć o nie ukraińskich nacjonalistów. 

Mimo iż powszechnie w mediach można przeczytać, że Stary Kontynent jest nieprzygotowany do stawiania oporu Rosji, kraje przygraniczne są w pełnej gotowości, aby odeprzeć ewentualny, prowokacyjny napad ze strony wroga. Wtargnięcia bezzałogowców w ostatnich latach wyostrzyły możliwości obrony przed tego typu zagrożeniami. Oczywiście niebo nie jest jeszcze w tym zakresie szczelne, ale możliwości wyłapywania obcych dronów Sojusz zademonstrował już niejednokrotnie. 
Fizycznie przekroczenie granic NATO na większą skalę nie ma prawa się zdarzyć. Granice chronione są przez artylerię oraz lotnictwo. Tarcza Wschód wchodzi w kluczową fazę realizacji, natomiast Baltic Defence Line konsekwentnie się rozbudowuje. Estonia stawia bunkry i kopie rowy przeciwpancerne. Łotwa buduje mur dronowy. Litwa zaś stawia na mobilne parki obronne, które mogą być rozwinięte natychmiast po wykryciu ewentualnego zagrożenia.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE