Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
09.09.2026 15:00

Misja Witkoffa i Kushnera. Komunikat dla Putina

Wizyty Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie i Kijowie nie należy traktować jako kolejnej próby zawarcia pokoju między Rosją a Ukrainą. Była ona próbą odblokowania negocjacji. I słusznie, że nie oczekiwano po niej przełomowych rezultatów. Najważniejszy więc efekt to wznowienie kanału dyplomatycznego – istnieje szansa na kolejną rundę negocjacji. Nie wolno natomiast lekceważyć wcześniejszej wizyty w Moskwie szefa CIA. Była to pierwsza publicznie znana wizyta polityka tej rangi w rosyjskiej stolicy od 2021 r.

John Ratcliffe, bo o nim mowa, udał się w sierpniu do stolicy Rosji i spotkał z tamtejszymi przedstawicielami służb specjalnych. Według informacji amerykańskich mediów jednym z najważniejszych tematów było ostrzeżenie Rosji przed jakimkolwiek atakiem na państwo NATO. Rozmowy miały dotyczyć rosyjskiego wsparcia dla Iranu. 

To, że dyrektor CIA osobiście jedzie do Moskwy, pokazuje wagę sytuacji. Nie jest to bowiem zwykła dyplomacja. Kanał wywiadowczy służy właśnie do prowadzenia rozmów, których nie można albo nie chce się prowadzić publicznie. 

Ostrzeżenie Kremla

Szczególnie istotny jest kontekst. Wojna w Ukrainie trwa, Rosja zwiększa presję na Europę, a NATO ostrzega przed rosyjskimi działaniami hybrydowymi. Wizyta Ratcliffe’a mogła więc być zarówno próbą deeskalacji, jak i bardzo wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla Kremla. 
Fred Fleitz, były szef personelu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC), ocenił, że wizyta dyrektora CIA w Moskwie miała prawdopodobnie na celu zaproponowanie trójstronnego szczytu, który pomógłby złagodzić napięcia między Rosją a NATO. Fleitz, który kierował NSC podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, zauważył, że wykorzystywanie szefa wywiadu w roli wysłannika jest powszechną praktyką, jednakże zmianie uległy okoliczności. 

– Pojawiły się nowe powody do niepokoju – powiedział Fleitz. – Obserwujemy naruszanie terytorium państw NATO przez rosyjskie drony, które przelatują nad ich obszarem, a czasem nawet się na nim rozbijają. Uzasadnione są obawy, że z powodu frustracji Putin może rozważać podjęcie działań o charakterze nękającym, wymierzonych przynajmniej w państwa NATO – wskazał ekspert. 

Sam Trump określił wizytę Ratcliffe’a jako „półrutynową”, ale trudno uznać za rutynową sytuację, w której szef amerykańskiego wywiadu, w tajemnicy przed częścią administracji, leci do Moskwy, aby rozmawiać z rosyjskimi służbami.

Bez wątpienia był to sygnał równocześnie ostrzegawczy i dyplomatyczny: Waszyngton chce zakończenia wojny, ale sprawdza, gdzie przebiegają granice rosyjskich ambicji. A fakt, że rozmowy prowadzone są kanałem wywiadowczym, sugerował, że za kulisami dzieje się znacznie więcej, niż pokazuje oficjalna dyplomacja. 

Niedawno amerykański prezydent z pełnym przekonaniem oświadczył, że nie obawia się ataku Rosji na kraj NATO-wski, bagatelizując rosnące wśród europejskich przywódców zaniepokojenie ewentualną próbą wystawienia sojuszu na próbę. „W ogóle się nie martwię. Nie ma żadnego problemu” – oznajmił Trump. Ta wypowiedź pojawiła się w czasie, gdy europejscy przywódcy wyrażają obawy, że Moskwa może wystawić na próbę determinację NATO – oraz zaangażowanie USA w realizację zasady zbiorowej obrony sojuszu – poprzez ograniczony atak lub inną prowokację militarną.

Ambasador wzywa do czujności

Nie bez przyczyny Matthew Whitaker, ambasador USA przy NATO, wezwał ponownie państwa członkowskie Sojuszu do zwiększenia wydatków na obronność oraz produkcji uzbrojenia, aby przygotować się na nowe zagrożenia ze strony Rosji.

– Nie da się przewidzieć, co zrobi Władimir Putin ani jakikolwiek inny przeciwnik. Można jedynie być na to przygotowanym, odstraszać i sprawić, by taki ruch był dla nich nieopłacalny – ocenił. – Uważam, że każdego dnia przygotowujemy się, by temu zapobiec, a w razie, gdyby do tego doszło, by być na to gotowym. Musimy pamiętać, że nasz przeciwnik dokonał inwazji na Ukrainę, więc wszyscy powinniśmy patrzeć na sytuację trzeźwo – przestrzegał dyplomata. 

Apel Whitakera jest być może następstwem doniesień „The Wall Street Journal” z sierpnia na temat ujawnionej oceny amerykańskiego wywiadu. Wynikało z niej, że Rosja może w ciągu najbliższych kilku lat podjąć próbę ograniczonego ataku na kraj należący do NATO. Wcześniejsza amerykańska analiza zakładała z kolei, że Putin powstrzyma się od ataku na sojusznika z NATO, dopóki będzie zaangażowany w wojnę z Ukrainą. Ocena ta uległa zasadniczej zmianie na początku br. 

Obawy te pojawiają się w czasie, gdy NATO stara się wzmocnić swój potencjał militarny i przemysłowy po latach, w których Rosja – w trakcie wojny na Ukrainie – drastycznie zwiększyła produkcję zbrojeniową. W ubiegłym roku państwa członkowskie NATO uzgodniły, że do 2035 r. będą przeznaczać 5 proc. rocznego PKB na obronność i inwestycje z nią związane, w tym co najmniej 3,5 proc. na kluczowe potrzeby wojskowe. 

– Asymetria między Rosją a NATO polega na tym, że oni działają w trybie wojennym, a my nie – powiedział Max Bergmann, dyrektor programu ds. Europy, Rosji i Eurazji w waszyngtońskim Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). I taka jest twarda rzeczywistość.

Czy Putin jest gotowy?

Oceniając wizytę amerykańskich wysłanników w Moskwie i Kijowie, emerytowany generał Chris Eddy powiedział, że administracja Trumpa powinna nadal dążyć do wynegocjowania zakończenia wojny, choć ma co do tego wiele wątpliwości. 

– Uważam, że warto próbować. Nie wiem jednak, czy Putin jest już na to gotowy. On chce zająć więcej terytoriów na Ukrainie, by wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną – tłumaczył. Eddy podkreślił jednak, że ani Moskwa, ani Kijów nie wydają się zdolne do odniesienia zdecydowanego zwycięstwa militarnego. 

Generał podchodzi sceptycznie do tego, czy porozumienie jest bliskie osiągnięcia. – Naprawdę nie widzę rychłego końca tego konfliktu, chyba że Putin będzie gotów ustąpić albo ktoś wewnątrz kraju go wyeliminuje – oświadczył. 

Wspomniany Fred Fleitz powiedział z kolei, że wysłannicy Trumpa przedstawili Putinowi propozycję, która może być jego ostatnią szansą na zakończenie wojny na warunkach zapewniających Moskwie „honorowe wyjście”. Stwierdził, że amerykańska delegacja jasno zakomunikowała prezydentowi Rosji, iż szansa na zawarcie porozumienia może nie pozostać otwarta w nieskończoność. 

– Z tego, co wiem, nie zaproponowano w rzeczywistości nic nowego. To wciąż ta sama oferta Trumpa, mająca zapewnić Putinowi honorowe wyjście – choć wcale na nie zasługuje – zaznaczył. 

Fleitz argumentował, że sytuacja na froncie powinna skłonić Putina do potraktowania tej propozycji poważnie. – Wiemy, że Rosja radzi sobie w tej wojnie bardzo źle. Ukraina radzi sobie znacznie lepiej. Mam nadzieję, że Witkoffowi i Kushnerowi udało się dotrzeć do Putina – podsumował.

Najnowsza ofensywa dyplomatyczna USA nie przyniosła przełomu, bo on nie mógł nastąpić. Dyplomacja została odmrożona, ale wojna pozostaje nierozwiązana.

 

NAJNOWSZE