Parę miesięcy wcześniej założył strój więźnia i wparował na mównicę z aluminiowym kubkiem. W ogóle się nie ubawiłem i nie zbulwersowałem, po prostu żal było na to patrzeć. Drugi wyczyn Rulewskiego, ojca dzieciom, dziadka wnukom, to występ w greckiej masce, a właściwie chińskiej masce, w której odegrał polską tragedię. Tego nie dało się nawet oglądać. Rulewski z powodzeniem mógłby uchodzić za rodzynka w PO. Stateczny, poważny, znający życie, i to od tej najbardziej bolesnej strony. Ale został emerytowanym błaznem, jak cała partia i niestety jak wiele legend Solidarności. Bolek Wałęsa, Frasyniuk, Borusewicz, Krzywonos, Wujec, Staniszkis, Lityński, Lis i wielu innych. Wszyscy mogliby zastąpić Rulewskiego w cyrku, zbudowanym przez niegdysiejszą elitę Solidarności. Jak to możliwe, że ludzie o takim charakterze i systemie wartości, który prezentują dziś, kiedyś stanowili trzon etosu Solidarności? Co się z nimi stało na stare lata? A może zawsze tacy byli? Może to szerszy problem i trzeba mówić nie o masce Rulewskiego, ale o masce Solidarności. Kto nałożył Solidarności maskę takich liderów i legend, poczynając od Bolka? Kto pociągał za sznurki i poruszał pajacykami? Człowiek honoru i późniejszy „rycerz” Okrągłego Stołu? I co ich nakręca dziś? Strach i mamona? Na szczęście to nie mój cyrk i nie moje błazny, a maski opadły.
Maska Solidarności
Sprawdziłem w popularnej encyklopedii elektronicznej i mogę odpowiedzialnie napisać, że Jan Rulewski ma 73 lata. Nie chce się wierzyć, jak ten czas szybko leci. Nie tak dawno miałem 9 lat, gdy w 1981 r. 37-letni Rulewski został pobity przez MO. Jeszcze trudniej uwierzyć, ten sam – można powiedzieć – nestor polskiej polityki nie pierwszy raz przebrał się w Senacie RP w maskę błazna.