Wśród darczyńców znalazły się nie tylko spółki skarbu państwa, ale również instytucje administracji rządowej. Podmioty twierdzą, że nie wiedziały o działaniach lobbysty, podobnie jak o tym, że jego organizacja elementy dotowanego projektu zaczęła wykorzystywać komercyjnie. To tym bardziej budzi wątpliwości, bo w części zawartych umów o dofinansowanie widniał taki zakaz.
Sprawa powinna być gruntownie prześwietlona przez CBA lub ABW. Jak to możliwe, że człowiek lobbujący za rosyjską energią z Białorusi dostał środki z państwowych podmiotów? No i skoro otrzymał je na ten sam projekt aż z kilkunastu źródeł, to gdzie faktycznie trafiły te pieniądze?