Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” – ten cytat z „Roty” oddaje emocje Polaków pod zaborem pruskim. Trzeba go zrozumieć przez pryzmat ówczesnych dziejów. Nie zrozumie tych emocji ten, kto nie oglądał śladów chłosty na ciele własnego dziecka, bitego w szkole za to, że odezwało się po polsku, i zmuszanego do donoszenia na kolegów w celu uniknięcia kary. (W szkole pruskiej, podobnie jak rosyjskiej, za mówienie po polsku w razie pochwycenia dostawało się tabliczkę na szyję ze stosownym napisem. Można było się jej pozbyć, przekazując koledze przyłapanemu na podobnym „przestępstwie”. Ten, kto pod koniec dnia zostawał z tabliczką na szyi, dostawał chłostę).
Nie zrozumie ten, kto sam jako dziecko nie był bity za modlitwę w języku ojczystym albo kto w niemieckim mundurze nie był gnany na obce wojny i poniżany w swej godności ludzkiej i polskiej, a także religijnej przez toczącą protestancki kulturkampf Rzeszę.
Jeśli nie teraz, to kiedy?
Po tych wszystkich doświadczeniach, po czterech latach (1914–1918) dawania rekruta na mięso armatnie kajzera, Polacy doczekali się klęski Niemiec. 11 listopada zamilkły działa na froncie zachodnim. Rzesza kajzera się poddała, a zrewoltowane wojsko niemieckie z każdym dniem rozkładało się moralnie. Trudno było po latach cierpienia i upokorzeń nie zadać sobie pytania: jeśli nie teraz, to kiedy?
Wielkopolska jeszcze przed rozbiorami należała do najbogatszych i najludniejszych ziem Rzeczypospolitej. Niejeden chłopski gospodarz z tej dzielnicy żył dostatniej od mazowieckiego szlachcica. Szczupłość sił polskich, w skali reszty państwa, skutkowała po 1806 r. brakiem antypruskich zrywów powstańczych.
Powstanie w 1848 r. nie było wszak u swego zarania ruchem antypruskim (Wielkopolska nie miała szans na samodzielne pokonanie Prus), lecz wyrosło z tworzenia za zgodą Prusaków Wojska Polskiego do obrony zrewoltowanych w ramach Wiosny Ludów Prus przed spodziewaną interwencją rosyjską. Gdy jej groźba minęła, Prusacy podjęli próbę rozbrojenia formacji polskich, a te stawiły opór. Idea samodzielnej walki zbrojnej Wielkopolski z Prusami o niepodległość nie była jednak pomysłem politycznym, wokół którego koncentrował się wysiłek Polaków z zaboru pruskiego, gdyż z wyżej opisanych względów zamysł taki był niewykonalny.
Podstawa materialna i organizacyjna
Odmiennie zaś niż pod zaborem rosyjskim, gdzie prawo nic nie znaczyło, a wola samodzierżcy i cechy osobnicze skorumpowanych czynowników rozstrzygały o losach ludzkich, Polak w państwie pruskim mógł bronić swoich praw skutecznie i legalnie. Było to trudne, gdyż prawa były antypolskie, ale ich liczne „nieszczelności” pozwalały na samoorganizację gospodarczą, społeczną i kulturową niemożliwą do praktykowania pod zaborem rosyjskim.
Powszechne wykształcenie podstawowe, wprawdzie w języku niemieckim, podnosiło poziom cywilizacyjny kraju, w praktyce nieznającego już w pierwszej dekadzie XX w. analfabetyzmu, tak powszechnego i w rosyjskiej, i w austriackiej części Polski. Rozwój gospodarczy (symbolizowany w rolnictwie przez działalność gen. Dezyderego Chłapowskiego – pana na Turwi, który zapoczątkował opartą na wzorach brytyjskich intensywną gospodarkę rolną; w przemyśle przez Hipolita Cegielskiego; w handlu przez słynny poznański Bazar), połączony z solidaryzmem społecznym (sojuszem dworu ze wsią w obliczu naporu niemczyzny) i solidną bazą moralną w postaci katolicyzmu, odróżniającego Polaków od ich protestanckich pruskich ciemiężców, dawały unikatową, wysoką konsolidację narodową na bazie wspólnego dla wszystkich zagrożenia.
Polacy z tej dzielnicy uczestniczyli w niemieckim życiu politycznym (było polskie koło w Reichstagu), ale nie robili w niemieckiej administracji i armii takich karier, jak ich rodacy w Imperium Rosyjskim czy w Austro-Węgrzech. Polaków wśród wyższych oficerów armii niemieckiej nie było. Była natomiast rzesza przeszkolonych w tej armii rezerwistów, a po czterech latach wojny w 1918 r. – także frontowców gotowych wypełnić szeregi wojsk powstańczych bitnym i sprawnym żołnierzem.
Zabór pruski, a w jego ramach Wielkopolska, był też jedyną dzielnicą Polski, przez którą w latach 1914–1918 nie przetaczały się fronty I wojny światowej. W chwili wybuchu powstania kraj był zatem wprawdzie wygłodzony i wyczerpany wysiłkiem wojennym Rzeszy, ale nie został zniszczony działaniami walczących ze sobą wojsk.
Chaos w Niemczech
Na przełomie października i listopada 1918 r. Niemcy zaczął ogarniać chaos rewolucyjny. Klęska wojenna, kompromitacja cesarskiego rządu, który mimo lat cierpień i wyrzeczeń ludności i milionów zabitych nie potrafił uchronić od niej kraju, uruchomiły – jak w całej Europie – narodziny społeczeństwa masowego. Stare struktury społeczne z dawnymi elitami arystokratyczno-urzędniczymi nie były w stanie zapanować nad narodami od czterech lat biorącymi udział w pierwszej w historii wojnie ery przemysłowej, angażującej nie wybranych pechowców „wziętych w kamasze”, ale miliony zwykłych ludzi zmobilizowanych do wojska i pchniętych w okopy.
Biada temu rządowi, który na koniec musiał obywatelom obwieścić, że to wszystko na nic – że przegrali. Niemcy znaleźli się zaś w gronie pokonanych. Wybuchła więc rewolucja. Kajzera obalono, powstawały rady delegatów robotniczych i żołnierskich, a głównym marzeniem tych, co przeżyli czteroletnią rzeź na frontach, było wrócić wreszcie do domów.
W tych okolicznościach przyjechał do Poznania Ignacy Jan Paderewski – światowej sławy pianista, fundator pomnika grunwaldzkiego w Krakowie, symbolu triumfu Polski nad „krzyżacką zawieruchą”, i przyjaciel prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Woodrowa Wilsona, który pod jego wpływem w słynnym punkcie 13 swego programu politycznego umieścił postulat odrodzenia państwa polskiego. Miasto na jego przyjęcie ustrojono polskimi flagami. O szarówce wojsko niemieckie zaczęło je zrywać i… miarka się przebrała. Polacy odpowiedzieli zbrojnie.
Powstanie wybuchło więc spontanicznie. Nie jest prawdą, że było dobrze przygotowane i zaplanowane „po wielkopolsku”. Wyżej wskazane zasoby materialne, ludzkie i intelektualne, wykształcone solidną pracą całych pokoleń Wielkopolan, nadały mu potem zwartość, rozmach i skuteczność, ale sama decyzja o podjęciu walki wynikła ze zbiegu okoliczności.
Sukces militarny i polityczny
Nie ma miejsca na opis przebiegu walk. Do połowy marca 1919 r. tworzona w ogniu walki Armia Wielkopolska, dowodzona najpierw przez kapitanów Stanisława Taczaka i Stanisława Łapińskiego, a od 16 stycznia przez byłego generała armii rosyjskiej Józefa Dowbora-Muśnickiego, wyzwoliła większość swej dzielnicy. Improwizowane formacje Heimatschutzu i Genschutzu Ost nie były w stanie jej się przeciwstawić. Armia Wielkopolska odniosła wspaniałe sukcesy, a wśród nich wzięła największy w historii Polski łup wojenny w postaci ok. 300 samolotów, zdobytych na lotnisku Ławica pod Poznaniem. To wówczas narodziła się szachownica poprzez zamalowanie na biało i czerwono pól między ramionami krzyży na skrzydłach niemieckich maszyn.
Z całą Rzeszą naturalnie Wielkopolska by jednak nie wygrała. Małopolska krwawiła już na froncie ukraińskim i na Zaolziu, Kongresówka zaczynała swój bój z bolszewikami. Śląsk spóźnił się z powstaniem i potem krwawo za to płacił w trzech kolejnych latach. Wielkopolanie wyczuli moment i wygrali.
Rozstrzygnięcie przyszło z Francji. 16 lutego 1919 r. wódz naczelny sił alianckich w Europie marszałek Ferdinand Foch uznał Armię Wielkopolską za część wojsk sprzymierzonych i zagroził Niemcom ofensywą na froncie zachodnim, zmuszając ich tym samym do podpisania rozejmu w Trewirze. Walki w Wielkopolsce powoli wygasały. Napięcie wzrosło jeszcze w maju i czerwcu, gdy Niemcy rozważali zbrojne rozstrzygnięcie na wschodzie, ale nacisk aliantów ostatecznie zmusił ich do przyjęcia 28 czerwca 1919 r. warunków traktatu wersalskiego. Wielkopolska była bezpieczna, a jej armia w składzie Wojska Polskiego pomaszerowała na wschód, krwawiąc przez następne dwa lata w walce – jak wymodlił Mickiewicz – „o wolność, całość i niepodległość Ojczyzny naszej”.