Umorzenie postępowania w sprawie Lecha Wałęsy to jedynie kolejny rozdział długiej i trwającej już dekady historii bronienia „Bolka” przed tym, co jest prawdą, a co dla niego samego jest od lat powodem wstydu i wynikającej z tego agresji. Wałęsa miota obelgami, pluje, tupie, wrzeszczy – zupełnie tak, jakby takie metody mogły zatuszować niewygodne fakty. Sławomir Cenckiewicz rozjechał walcem warsztatowo-historycznym salonową narrację broniącą Wałęsy. Nie chodzi o wydumane interpretacje. Chodzi o wskazywanie konkretnych źródeł i dokumentów. Lech Wałęsa rozpaczliwie się przed tym broni. Jak widać, tym razem w tę sprawę wciągnięto już nie tylko machinę publicystyczną (chociaż ta będzie nadal trwać z uporem maniaka w absurdalnym jakimś stanie zaczadzenia własnymi fantazjami przy swoim „bohaterze”), lecz także organy państwa, a konkretnie prokuraturę umarzającą sprawę. Przy tym wszystkim jednak doprowadzono do sytuacji komicznej – bo jeśli w orzeczeniach prokuratura uznaje Lecha Wałęsę za analfabetę, niezdolnego do pisania jakiegokolwiek dłuższego tekstu (czyli w domyśle – także donosu), to nie pozostaje nic innego, jak wybuchnąć śmiechem. Czy mamy teraz wszyscy uznać, że przez pięć lat wolnej Polski mieliśmy za prezydenta nie tylko byłego współpracownika SB, lecz do tego analfabetę? Dopiero co obchodziliśmy okrągłą, 20. rocznicę śmierci Oriany Fallaci. To właśnie ona odkryła ze zdumieniem, po rozmowie z Wałęsą, że ma do czynienia z ignorantem. Czym innym są jednak ignorancja, głupota czy chytrość, a czym innym, już zupełnie niewiarygodnym, uznawanie Lecha Wałęsę za człowieka niepotrafiącego pisać zdań po polsku na kartce papieru. Idąc dalej w zaparte w tej obronie Wałęsy, można by przecież spróbować dowieść, że w ogóle nie potrafił czytać, więc jak mu „coś tam podsuwali do podpisu”, to nie wiedział co i ot tak, machinalnie stawiał tam pod spodem krzyżyk. Bo przecież nie podpisałby się ani Bolkiem, ani Lechem. Coraz częściej ostatnio, niestety, śmiejemy się w Polsce – śmiejemy przez łzy.
Lech Wałęsa – nieczytaty, niekumaty
Czy mamy teraz wszyscy uznać, że przez pięć lat wolnej Polski mieliśmy za prezydenta nie tylko byłego współpracownika SB, lecz do tego analfabetę?