Państwo polskie od dawna mogło przecież za pomocą kina zainwestować w realną promocję naszego kanonu literackiego. Tak się nigdy nie stało: żadna z dużych produkcji filmowych w III RP nie weszła do międzynarodowego topu, w odróżnieniu od słynnych produkcji z czasów PRL. A przecież X muza to potężne soft power. Marudzimy na Pawła Maślonę, a co wcześniej zaoferowaliśmy? Rodzime kino, przez lata nastawione na głupie komedyjki, przespało czas, gdy były pieniądze i możliwości. Teraz możemy co najwyżej tłumaczyć znajomym z zagranicy, że z tymi Stachem i Izą było zupełnie inaczej.
„Lalka” – za późno na marudzenie
Słyszę narzekania, że globalna publiczność nigdy się nie dowie, jaka jest prawdziwa fabuła „Lalki”, bo Netflix pokazał zupełnie inną historię. Irytuje mnie to nieco.