Powierzanie komuś przywództwa państwa to śmiertelnie poważna sprawa. W czasie kryzysu może decydować o być albo nie być państw i jednostek. Czym jest brak przywództwa, czują dziś te narody Zachodu, które go nie mają. Piszę to jako ktoś, kto robił happeningi i pisze satyryczne teksty. Indywidualności są OK, o ile ich elokwencja i radykalizmy oparte są na wiedzy albo chociaż zdrowym rozsądku i czystych intencjach. Tacy jak ja po 10 kwietnia, jeśli mieli elementarny zmysł obserwacji, swoje indywidualności podporządkowali sprawie odbudowy państwa. Nie bojąc się zarzutu uprawiania propagandy. I państwo odbudowaliśmy. Nie mam cienia wątpliwości, że ideowi młodzi patrioci głosujący na Konfederację pójdą wcześniej czy później tą samą drogą. Siła polskości zwycięży powab ekscentryzmów.
Kwarantanna Konfederacji
Najmłodsi wyborcy Konfederacji przechodzą dziś tę samą lekcję, którą tacy jak ja przechodzili po 10 kwietnia 2010 r. Fajnie słucha się ekscentrycznych popisów Brauna czy Korwin-Mikkego? Tak. A chcielibyście, żeby teraz byli oni prezydentem i premierem? No, wiadomo, nie bardzo… Ale na nich głosowaliście? Owszem, bo podobało nam się, jak Braun kpił z politycznej poprawności, rozważając, czy Yoda był Żydem. Aha…