Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek Liziniewicz
29.04.2026 11:35

Kto przełknie gorzką pigułkę

Narracja o tym, że odwołanie Pauliny Hennig-Kloski oznaczałoby koniec koalicji, jest zwyczajnie nieprawdziwa.

Owszem, Donald Tusk byłby skazany na kłopotliwe dogadywanie się, ale bynajmniej nie jest tak, że rząd nie mógłby trwać. Żadnej partii nie jest obecnie na rękę organizowanie wyborów. Dziś w zasadzie różnica jest taka, kto ma przełknąć gorzką pigułkę – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz czy Paulina Hennig-Kloska? Pierwsza – jeżeli obroni drugą – skaże się na trwanie w roli popychadła. Druga z kolei będzie musiała odejść ze stanowiska i to właściwie jedyna dolegliwość. Nikt chyba nie myśli o jakiejś podmiotowości partii Centrum? Przyszłość minister klimatu jest już napisana, niezależnie od tego, czy utrzyma, czy straci stanowisko. A jest nią trzeci szereg w KO. Co do koalicji, to nie widzę powodu, dla którego miałaby się rozpaść, dlatego że Hennig-Kloska przestanie być ministrem. Przecież nie jest ona w polityce ani wytrawnym geniuszem, ani nawet samodzielnym przywódcą stada. To ktoś efemeryczny, kogo może zastąpić dowolny poseł. Nie ma też ona alternatywy dla wiszenia u klamki premiera. Ot, po ewentualnym odwołaniu trzeba będzie się dłużej dogadywać. Obstawiam, że wystarczy wtedy 15-minutowa rozmowa.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej