Jednocześnie dość krytycznie wyrażał się o polityce historycznej Izraela i wskazywał na to, co jego zdaniem powinno się zmienić w relacjach między naszymi krajami. Jak się okazało, słowa Mosberga nie przeszły bez echa. Najpierw izraelski dziennik „Haaretz” oburzył się na Ocalonego strofując go, że „nie wolno porównywać” kolaborantów „nieżydowskich” z Żydami, którzy współpracowali z Niemcami. Według dziennika większość żydowskich kolaborantów „nie zrobiło tego dobrowolnie lub z radością, ale raczej z przymusu, braku wyboru, z powodu głodu lub próżnej nadziei, że mogą ocalić swoje rodziny i bliskich”. Abstrahując od tego, że większość Polaków splamionych kolaboracją również nie robiła tego z uśmiechem na ustach, lecz w strachu o własne życie, to warto zwrócić uwagę na pojawiającą się kolejny raz logikę zawartą w zdaniu: „Nie wolno porównywać”. To nie koniec. Kilka dni później amerykańska organizacja żydowska ADL ogłosiła, że… Polska jest (obecnie!) najbardziej antysemickim krajem na świecie. We współfinansowanym przez firmę Volkswagen (!) raporcie niemal co drugi Polak jest antysemitą – zaraz za Polską z 47 proc. antysemitów sklasyfikowano Republikę Południowej Afryki, z 46 proc. Ukrainę oraz Węgry – 42 proc. Cóż z tego, że to nieprawda, że zarówno starsi wiekiem Żydzi, jak i Ocalały Mosberg czy młodsi, jak przebywający od kilku lat w Polsce Jonny Daniels, zgodnie twierdzą, że w Polsce nic złego Żydom stać się nie ma prawa? To nie ma to znaczenia. Jak będą chcieli, to zrobią z nas nie tylko antysemitów, ale i sprawców Holokaustu. W raporcie współfinansowanym przez IG Farben i Reichswerke Hermann Göring, oczywiście.
Kto płaci, ten wymaga
Przyznaję, że szlag mnie trafia. W ubiegłym tygodniu pisałem o tym, jak wspaniale się złożyło, że przy okazji „Wieczoru dla Sprawiedliwych” mogłem spotkać się z Ocalonym z Holokaustu Edwardem Mosbergiem. – Przyjeżdżam do Polski bardzo często. Ani razu nie zaznałem tu jakiegokolwiek przejawu antysemityzmu – mówił mi wówczas Mosberg.