Jednak zderzenie dyplomatycznych gierek z rzeczywistością znowu okazało się dla Waszyngtonu brutalne. Donald Trump ogłosił „rozejm energetyczny”, dając Władimirowi Putinowi kolejną szansę na kompromis i budując narrację o szybkiej deeskalacji konfliktu. Kreml odczekał kilkadziesiąt godzin, by odpowiedzieć w już znany sposób. Ostrzał z użyciem blisko 40 rakiet balistycznych i 120 dronów, wymierzony w infrastrukturę krytyczną Kijowa i Charkowa, to nie tylko kolejna zbrodnia wojenna. To bezprecedensowy policzek wymierzony Stanom Zjednoczonym. Putin bezczelnie łamie to, co rzekomo ustalono. Rosja wysyła światu jasny sygnał – amerykańskie propozycje de facto nie mają dla niej żadnego znaczenia. Czas pokaże, czy była to ze strony Trumpa naiwność, czy ryzykowna gra. Jednak brak stanowczej odpowiedzi Waszyngtonu na tą ostentacyjną kpinę z ustaleń będzie oznaczał kapitulację przed terrorem.
Kto kogo rozgrywa
Jedni powiedzą, że Władimir Putin rozgrywa Donalda Trumpa, jak chce. Drudzy – że amerykański przywódca doskonale wie, kogo ma po drugiej stronie, więc stosuje różne polityczne sztuczki, by wywrzeć na rosyjskim zbrodniarzu konkretne decyzje, mające doprowadzić do choćby częściowego rozejmu.