Pamiętaliśmy o męczenniku naszej wolności także przy innych okazjach, chociażby przez okolicznościowe oprawy. Jeszcze nie tak dawno obserwatorzy PZPN za jedną z nich, w której domagaliśmy się w Gdańsku ukarania mocodawców zbrodni na kapłanie, grozili przerwaniem meczu. W zorganizowanej grupie wraz z kibicami Śląska Wrocław braliśmy także udział w uroczystościach beatyfikacyjnych ks. Jerzego w Warszawie. Znów jak przed laty staliśmy w naszych barwach z transparentami „Bóg, Honor, Ojczyzna” i „Ks. Jerzy KGB 1984 – Smoleńsk FSB 2010”. Przemaszerowaliśmy wówczas na Żoliborz do grobu naszego patrona, aby się pomodlić i zapalić symboliczne kibicowskie race.
Pomimo upływu lat i kultu błogosławionego męczennika, który przekracza granice naszej ojczyzny, wciąż wiele spraw związanych z jego śmiercią nie jest do końca wyjaśnionych. W naszych postulatach, przedłożonych pani premier Beacie Szydło podczas pielgrzymki na Jasną Górę, prosiliśmy o dokończenie śledztwa prokuratora Andrzeja Witkowskiego, któremu dwukrotnie, niemalże w przededniu skierowania do sądu aktów oskarżenia w tej sprawie, odbierano śledztwo. Wszystkie te niewyjaśnione okoliczności sprawiają, że można domniemywać jakąś dziwną zmowę milczenia wokół wydarzeń z 1984 r. Boli to tym bardziej, że od czterech lat rządy sprawują ludzie, którzy do dziedzictwa Solidarności odwołują się bardzo chętnie. Wydaje się więc, że przyszła najwyższa pora, by sprawy zbrodni dokonanej na bohaterskim kapłanie wyjaśnić raz na zawsze do końca. Inaczej wszystkie rocznicowe uroczystości, obchodzone z takim rozmachem, będą zawsze miały w sobie coś z biblijnego faryzeizmu.