Pierwszy historyczny kryzys pojawił się, kiedy Apostołowie i ich uczniowie pokłócili się czy chrześcijaństwo jest judaistyczne, czy pogańskie.
100 lat później chrześcijaństwo rozsadzali gnostycy. W czwartym wieku omal większość nie stała się wyznawcami teologii Ariusza, potem dwa mniej znane kryzysy dogmatyczne aż do wielkiej schizmy z Kościołem Wschodnim. Walka cesarzy z papieżem i niewola awiniońska podważyły autorytet papiestwa. Wreszcie Kościół doczekał się wielkiego rozłamu reformacji. W czasie rewolucji francuskiej zmieniano nawet kalendarz, żeby nie był śladem chrześcijaństwa, co zapoczątkowało epokę krwawych antychrześcijańskich rewolucji: Meksyk, bolszewicka, nazistowska. I teraz znowu ponoć jakiś kryzys... Wchodzę w Wielki Piątek do Kościoła, gdzie wyznawcy Chrystusa obchodzą dzień największego kryzysu swojej wspólnoty. Obchodzą ten dzień, wiedząc, że ten kryzys się nie kończy. On jest jedynie początkiem wielkiej koniunktury…