Na początku października prezydent Karol Nawrocki odwiedził Filipiny, najstarszego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Azji. Dwa tygodnie później premier Donald Tusk poleciał do Indii i Wietnamu, a jego zwolennicy ogłosili, że „zmiażdżył wizerunkową fiksację Nawrockiego”. Tyle że prezydent pojechał do sojusznika Waszyngtonu, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze, a premier tam, gdzie z honorami przyjmuje się Putina.
Rosja jest wciąż największym dostawcą ropy do Indii. Indie produkują na rosyjskiej licencji myśliwce Su-30 i czołgi T-90, a razem z Rosjanami budują pociski BrahMos. W grudniu ubiegłego roku premier Narendra Modi wyszedł po Władimira Putina na lotnisko w Delhi i wyściskał go. Tuska przywitał wiceminister. Wietnam z kolei podpisał w marcu z Rosją umowę o współpracy przy budowie elektrowni jądrowej, a we wrześniu przywódca wietnamskiej partii komunistycznej Tô Lâm gościł na Kremlu.
Oświadczenia bez Rosji
Związki gospodarzy z Moskwą widać w dokumentach podpisanych przez Tuska. We wspólnym oświadczeniu z Modim słowo „Rosja” nie pada ani razu. Jest „wojna tocząca się na Ukrainie” i troska o bezpieczeństwo żywnościowe i energetyczne Globalnego Południa. W oświadczeniu z 2024 r., które Tusk podpisał z Modim w Warszawie, były jeszcze dwa zdania: że groźba użycia broni jądrowej jest niedopuszczalna i że żadne państwo nie może grozić siłą naruszeniem integralności terytorialnej innego państwa. Teraz obu zabrakło.
W Hanoi było jeszcze gorzej. W oświadczeniu o partnerstwie strategicznym Polski i Wietnamu nie pada nawet słowo „wojna”. Jest tylko potrzeba „pełnego, sprawiedliwego i trwałego pokoju na Ukrainie”, jakby Ukraina potrzebowała pokoju bez żadnego powodu. We wspólnym oświadczeniu z Manili, przyjętym podczas wizyty Nawrockiego, agresor ma nazwę. Jest tam mowa o pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę i „trwającej rosyjskiej wojnie przeciwko Ukrainie”.
Gospodarze dostali dokładnie to, na czym im zależało. Indie wpisały do dokumentu potępienie terroryzmu „transgranicznego” oraz zamachu w Pahalgamie w Kaszmirze w kwietniu 2025 r., czyli formułę wymierzoną w Pakistan. Polska poparła też członkostwo Indii w poszerzonej Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Wietnam, który spiera się z Chinami o wyspy na Morzu Południowochińskim, otrzymał długi akapit o swobodzie żeglugi i prawie morza na tym akwenie.
A co dostała Polska? W Delhi tylko „gotowość” Indii do współpracy w grupach roboczych G20, do których Polska „może zostać zaproszona”. Premier ogłosił to w kraju jako poparcie dla „stałej obecności Polski w G20”. Nazwania agresora po imieniu nie uzyskaliśmy ani w Indiach, ani w Wietnamie.
Okładka z rosyjskimi interesami w tle
Na ulicach Delhi wisiały plakaty z podobizną Tuska, a jedna z indyjskich gazet ukazała premiera na okładce. Kto za to zapłacił? Wśród sponsorów była VFS Global, firma obsługująca wnioski wizowe w polskich konsulatach. W 2023 r. politycy KO robili z niej czarny charakter afery wizowej, bo można było nią uderzyć w rząd Zjednoczonej Prawicy. Dziś rząd Tuska nadal z nią współpracuje, a VFS witała premiera w Delhi.
Wśród sponsorów był też Kalyani, właściciel Bharat Forge, którego przedstawiciele, według Reutersa, rozmawiali w Rosji o wspólnej produkcji części do rosyjskich czołgów, samolotów i śmigłowców (firma temu zaprzecza). Kolejny sponsor, producent opakowań UFLEX, rozbudował w 2024 r. fabrykę w Rosji. Następny, koncern farmaceutyczny Aurobindo, założył tam w 2023 r. nową spółkę, a w Polsce sprzedaje leki refundowane przez NFZ. Za ogłoszenie zapłacił też Morepen, który wytwarzał rosyjską szczepionkę Sputnik V razem z rosyjskim funduszem państwowym. Setki zachodnich firm wycofały się z Rosji. Te cztery nadal robią tam interesy, a twarzą ich ogłoszenia został polski premier.
Memoranda zamiast kontraktów
Do Delhi poleciało około stu prezesów i przedstawicieli biznesu. Na oficjalnej liście efektów wizyty nie ma ani jednej podpisanej umowy międzyrządowej. Są cztery pozycje: cel podwojenia handlu do 2030 r., przystąpienie Polski do indyjskiej koalicji na rzecz infrastruktury odpornej na katastrofy i dwa nowe „dialogi”. Kancelaria premiera mówi o 13 porozumieniach, ale ich listy nie podała. Z nazwy znamy trzy: porozumienie ramowe Pesy z indyjskim Jupiterem Wagons, według którego lokomotywy wykorzystujące polską technologię mają powstawać w Indiach, memorandum wrocławskiego Scanwaya z firmą, z którą i tak już współpracował, oraz porozumienie AGH z uczelnią w Bengaluru. Przy żadnym nie podano wartości.
Według GUS w 2025 r. Polska sprzedała Indiom towary za 1,37 mld euro, a kupiła od nich za 4,32 mld euro. Premier zapowiada nawet „potrojenie” wymiany. Jeśli potroi się ona w tych samych proporcjach, deficyt urośnie z niecałych 3 do prawie 9 mld euro.
W Wietnamie największym sukcesem miało być podniesienie stosunków do rangi partnerstwa strategicznego. Brzmi poważnie, ale to przede wszystkim papier. We wspólnym oświadczeniu nie ma ani jednej kwoty, terminu ani wiążącego zobowiązania, a wietnamska dyplomacja rozdaje takie tytuły wielu państwom. Podpisano też umowę o edukacji, memorandum o turystyce i plan działań. Rozmowy o sprzedaży Rosomaków i Krabów trwają, kontrakty mają być „w grudniu”.
Maharadża w kosmosie
Z całej podróży Polakom zostanie jeden obraz. W Bengaluru premier stanu Karnataka włożył Tuskowi tradycyjny turban, a ze sceny padło: „Teraz jesteś naszym maharadżą”. Za samo założenie turbanu trudno premiera winić, bo odmowa byłaby dla gospodarza obrazą. Problem w tym, że Tusk sam opublikował zdjęcie i zacytował „maharadżę”, robiąc z grzecznościowego gestu główną atrakcję wizyty. Podobnie zachował się w 2018 r. kanadyjski premier Justin Trudeau, który przez tydzień pozował w Indiach w miejscowych strojach, tyle że sam je wybierał. Opozycja pytała wtedy, czy premier naprawdę sądzi, że misje handlowe to reality show. Program wizyty w Wietnamie nie był zbyt napięty. W sobotę jeden punkt: kwiaty pod pomnikiem polskiego konserwatora zabytków w Hội An, potem zwiedzanie. W niedzielę nic. Cała praca zmieściła się w jednym poniedziałku w Hanoi, łącznie z wieńcem w mauzoleum Hồ Chí Minha, oznaczonym przez kancelarię premiera jako „bez obsługi medialnej”.
Na koniec Tusk zaproponował Wietnamowi współpracę w kosmosie. Szkoda, że wietnamskie Narodowe Centrum Kosmiczne otworzono w marcu za japoński kredyt wart ponad 266 mln dolarów, a pierwszego satelitę radarowego budują Wietnamowi Japończycy. Na tę orbitę ktoś już wszedł przed nami. W tym samym czasie w NFZ brakuje do końca roku 14 mld zł, a szpitale przekładają zabiegi na przyszły rok. Ale maharadża ma ważniejsze sprawy. Leci w kosmos.