Kojot przygotowywał zmyślne pułapki, po czym sam w nie wpadał i każdy z setek odcinków kończył się jego kompromitacją. Mam wrażenie, że Borys Budka zapatrzył się w tę kreskówkę, czego emanacją była sobotnia konwencja przeprowadzona pod hasłem ukradzionym jeszcze Porozumieniu Centrum. Nie wiem, kto podpowiedział Trzaskowskiemu i Budce założenia programowe wygłoszone w sobotę, ale obiecywać tablety, które obiecało się już w 2008 r., to naprawdę wielkie nieporozumienie. Dodatkowo prezydent Warszawy mówiący o katastrofie ekologicznej, w kontekście problemów z Czajką brzmi po prostu śmiesznie. A zapowiedź likwidacji TVP Info, w czasie gdy kraj jest dotknięty pandemią, sprawia, że robi się wręcz groteskowo. W rezultacie opinia publiczna zareagowała śmiechem na propozycje, a politycy PO ściągnęli sobie na łeb lawinę krytyki. Tymczasem Platformie najlepiej idzie, jak czeka. Nawet Struś Pędziwiatr ma bowiem kres swoich możliwości. I może zapatrzyć się w siebie i grzmotnąć w ścianę.
Kojoty z Platformy
Gdy patrzę na sondaże polityczne, to nie wiedzieć czemu przypomina mi się bajka o Strusiu Pędziwietrze i Kojocie Wilusiu. Pamiętają Państwo tę kreskówkę, w której przebiegłe ptaszysko wiecznie uciekało przed nieudolnym, acz upartym jak osioł, psowatym?