W jednej z rozmów z dziennikarzami Piotr Müller z Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego postawił tezę, że PiS już nigdy nie będzie rządzić samodzielnie, potrzebuje więc silnych koalicjantów. Powiedzenie sobie „a nie mówiłem?” nie zawsze daje człowiekowi satysfakcję, zwłaszcza gdy dotyczy złego obrotu spraw dla niego ważnych. Tak właśnie stało się w roku 2023. Już cztery lata wcześniej pisałem, że osiągając znakomity wynik wyborczy, PiS powinien wyciągnąć wnioski z tego, że tak wiele głosów padło na ugrupowania inne niż dominująca w polityce dwójka. Sugerowałem, by, niezależnie od sejmowej większości, w poszczególnych sprawach szukać porozumienia z innymi partiami (oczywiście poza Platformą) i w ten miękki sposób powtórzyć manewr Jarosława Kaczyńskiego z 1989 roku i tym razem PO, nie PZPR, pozbawić sojuszników. Ułatwiłoby to procedowanie w Senacie, a także czyniłoby coraz większą fikcją „zaporę ogniową”, z którą wciąż największa siła parlamentarna przegrała już po wyborach w październiku 2023 roku. Można było szukać porozumienia z lewicą w sprawach socjalnych, Konfederacją i ludowcami – obyczajowych i dotyczących bezpieczeństwa, to ostatnie się nawet sporadycznie udawało. Co więcej, co pewien czas pojawiały się plotki, że powstanie coś większego, coś pomiędzy PiS a PO, co będzie można potem wykorzystać do tworzenia nowej, konserwatywnej większości. Tak, jak się okazało błędnie, interpretowano pewne ruchy Gowina przed jego zdradą, a oficjalnie zaproponował to w kampanii 2020 roku Andrzej Duda, mówiąc o Koalicji Polskich Spraw. Refleksji, która teraz mówiona jest trochę w duchu szantażu moralnego wobec PiS, zabrakło, gdy ludzie Morawieckiego PiS ten współtworzyli. Tak, obie partie będą siebie za rok lub szybciej bardzo potrzebować, ale rozmawiać ze sobą muszą trochę mądrzej, niż robi to choćby Sławomir Mentzen, stawiając znad swego piwa zaporowe warunki konkurencji.
Koalicjanci bywają potrzebni
Już cztery lata temu pisałem, że osiągając znakomity wynik wyborczy, PiS powinien wyciągnąć wnioski z tego, że tak wiele głosów padło na ugrupowania inne niż dominująca w polityce dwójka.