Nie inaczej było w tym roku. Przed wyborami samorządowymi pojawiły się jednak nowe elementy. Wielu klubowiczów zwracało uwagę na trwałość układów lokalnych. Niemal każdy z moich rozmówców krytykował brak „miotły” w samorządach, która wykurzyłaby lokalne układy i układziki. Często jest to odbierane jako brak dobrej woli prokuratora, organów ścigania albo determinacji terenowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Niestety zbyt często jest tak, że samorządowe sitwy mają się bardzo dobrze, a politycy PiS jedynie przebierają nogami do tego, aby ten czy inny lokalny kacyk zaprosił ich na raut albo dał przemawiać podczas dożynek. Teren wskazuje również, że posłowie Dobrej Zmiany zbyt dużo energii tracą na wewnętrzne zwalczanie siebie nawzajem. Przeważnie klubowicze odczuwają to na swojej skórze, gdyż są sekowani i wręcz zwalczani przez prawicowych polityków. Kluby „GP” jednak trwają, bo wiedzą, że nie chodzi o stołek, pokazanie się czy 100 głosów, ale o coś znacznie ważniejszego. O suwerenność i niepodległość Polski.
Ten, kto myśli, że jest w stanie zniechęcić, zaszczuć i zastraszyć, jest naiwny jak dziecko. Tak jak stal hartuje się w ogniu, tak klubowicze przez lata przyzwyczaili się do wszelakich ataków i przykrości, jakie się im funduje. Będą robić swoje. Ku chwale Polski i pożytków swoich zapomniawszy.