W niemieckim dzienniku podkreślał jednak raczej związki ukraińsko-niemieckie. Twierdził, że XIX-wieczny Lwów był miastem niemieckojęzycznym, a zbrodnie niemieckie wyolbrzymia rosyjska propaganda. Ukraińska kolaboracja z nazistami wydaje mu się z kolei częściowo usprawiedliwiona zbrodniami stalinizmu. Na pytanie o UPA odparł jedynie, że „każdy ma swoje kwestie do odrobienia”. Niemcom było zaś łatwiej, ponieważ robiły to w czasie pokoju. To przykład tego, jak mocno ukraińska polityka historyczna reorientuje się na Niemcy, odwracając się równocześnie od Warszawy. Sądzę jednak, że Ukraina może doświadczyć rozczarowania, tak jak w przypadku stawiania na Joego Bidena. AfD dominuje w sondażach i wszyscy wiedzą, jakie ma stanowisko ws. wojny na Ukrainie. Relacje z Warszawą łatwiej zniszczyć niż odbudować.