Wśród pytań, które padają po aferze, brakuje podstawowego: a co dzieje się w tych szpitalach, w których akurat żaden radny nie pracuje, więc nie ma jak zajrzeć w dochody tego czy owego osobnika? Myślę, że możemy odpowiedzieć: zapewne wyrzuca się z pracy sygnalistów, tak jak w Południowym. Zapewne obsadza z klucza partyjnego równie bezczelnie. Zapewne fałszuje karty zgonów równie powszechnie.
Zapewne podobni do Kacprzyka cwaniacy równie zgrabnie łączą dojenie rozmaitych szpitali za jednym zamachem – jako radny KO wystawiał faktury Szpitalowi Bródnowskiemu, a witał się z gąską w Szpitalu Wolskim. Kontrola nad samorządami w Polsce to fikcja. Patologie są nagminne, a zdobyte w ten sposób pieniądze i wpływy służą do walki politycznej. Oto dlaczego nigdy nie wyszła żadna „reforma służby zdrowia”. Pamiętajmy o tym, projektując następną.