Oznacza to jedno – jesienią 2027 r. Donald Tusk straci władzę. Jestem przekonany, że nie uda mu się odwrócić negatywnych trendów sondażowych. Niby jak ma to zrobić w sytuacji ciągłych afer, gospodarczego spowolnienia i kryzysów, które jeszcze dotkną rząd? Oni są już skończeni. Żeby jednak przyszły prawicowy rząd był stabilny, jest potrzebne jedno – podobnie jak w 2015 r., PiS powinien uzyskać samodzielną większość. Na Sławomira Mentzena nie ma przecież co liczyć. Obecnie większość komentatorów uznaje, że nie jest możliwe ponowne objęcie przez PiS samodzielnej większości. A ja mówię na to: poczekajcie, to zobaczycie. Jeszcze rok.