Portugalski trener reprezentacje Polski prowadzi od niedawna. Sukcesów wielkich nie osiągnął, ale to samo można powiedzieć o większości jego poprzedników. Sousa przynajmniej pokazał, że ma pomysł na grę i odważnie go realizuje. Niemniej jednak jeszcze przed meczem ze Szwecją dało się słyszeć głosy, że w razie niepowodzenia (czytaj - braku awansu z grupy) na Euro, selekcjoner powinien się podać do dymisji. Jeden z ekspertów użył nawet sformułowania „zachować się jak mężczyzna”. Aż dziw bierze, że nikt nie zażądał od Sousy by postąpił honorowo i palnął sobie w łeb...
No dobrze, ale zachowajmy na chwilę trochę umiaru i spójrzmy na alternatywy. Zburzyć, zwolnić, wyrzucić człowieka z pracy jest łatwo. Trudniej coś zbudować. Przyjmijmy, że Sousa posłuchałby ekspertów i odszedł ze stanowiska. Kto go zastąpi w obliczu zbliżających się spotkań eliminacji mistrzostw świata? Marek Koźmiński – jeden z dwóch kandydatów do schedy po Zbigniewie Bońku na stanowisku prezesa PZPN – wyznał kiedyś, że jego faworytem do objęcia posady selekcjonera byłby w przyszłości Michał Probierz. Proponuję każdemu mały eksperyment. Należy tylko obejrzeć kilka meczów Cracovii z ostatniego sezonu. Jeżeli ktoś po takim widowisku uzna, że Probierz jest lepszym trenerem od Sousy może rzucić kamieniem... Najlepiej we własne czoło.
Bońka w PZPN zastąpić może także Cezary Kulesza. On – jeżeli mnie pamięć nie myli – zatrudnił natomiast w Jagiellonii Białystok na posadzie trenerskiej Bogdana Zająca. Ten, jak wieść gminna niesie, wsławił się głównie tym, że podczas zajęć w przerwie zimowej kazał piłkarzom, którzy trenowali pod balonem nawalić śniegu. Tak – żeby w hali panowały warunki zbliżone do tych na zewnątrz. Pomysł zaiste genialny, niestety nie poszły za nim wyniki sportowe.
Czy Sousa popełnił jakieś błędy na Euro? Chyba nie ma sensu o tym pisać, bo pewnie trzydzieści milionów osób nad Wisłą, Bugiem i Odrą ma swoje zdanie i wie lepiej. Błąd natomiast popełnił ewidentnie w meczu ze Szwecją Dariusz Szpakowski. Legendarny polski komentator po drugim golu dla Trzech Koron obwieścił koniec spotkania. Gra się do ostatniego gwizdka arbitra i na szczęście wiedzieli o tym nasi piłkarze, którzy później trzykrotnie umieścili jeszcze piłkę w siatce przeciwnika. Niestety w jednym przypadku ze spalonego...