Z jednej strony człowiek jest deifikowany, natomiast z drugiej strony jest animalizowany, a nawet uważany za największego szkodnika na Ziemi. Jednym ze skutków tego jest zapaść demograficzna. Środa Popielcowa polemizuje z tymi dwiema skrajnymi, fałszywymi filozofiami człowieka. Jest dniem pokory, czyli prawdy o człowieku. Kościół, posypując głowy popiołem, przypomina nam w tym dniu arcybolesną prawdę, że człowiek-demiurg sam z siebie jest w istocie „niczym pył znikomy, nikły jak trawa, co więdnie na polu”, i że nigdzie po śmierci nie odejdzie, lecz w proch się obróci. Ale Popielec zarazem zapowiada już Wielkanoc – chrześcijańskie święto Zmartwychwstania i największej nadziei, jaka może zostać ofiarowana człowiekowi: że jego ostatecznym przeznaczeniem jest zmartwychwstanie.
Dzień pokory i największej nadziei
Jesteśmy dziećmi nowożytnego antropocentryzmu. Martin Heidegger pisze: „Człowiek ustanawia sam siebie jako miarę wszystkich miar”. A Chantal Delsol dopowiada: „Nowoczesny podmiot uznał się za demiurga”. U źródeł tej postawy tkwi pycha.