W te wakacje do tego zacnego grona należy dopisać też pełny bak paliwa. Z nudnego, rutynowego zajęcia tankowanie samochodu do pełna stało się przyjemnością dla wybranych. Jeszcze w weekend za najpopularniejszą Pb 95 płaciłem 7,69 zł. Wczoraj na jednej ze stacji cena dobijała już do granicy 8 zł. Nie mam wątpliwości, że w tym tygodniu (być może nawet dziś) pęknie ósemka z przodu. Już od wielu dni w tym przedziale jest olej napędowy. I prze dalej. Wszystko to dzieje się w cieniu żenującego politycznego spektaklu. Koniec osłonowych dopłat do paliw brutalnie wydrenował nasze portfele, a rząd Donalda Tuska zajmuje się wyłącznie przerzucaniem winy na prezydenta Karola Nawrockiego. Jak zwykle w politycznej nawalance zapomina się o najważniejszym, czyli o zwykłym obywatelu. Można to już oficjalnie ogłosić: paliwo ostatecznie przestało być towarem strategicznym – stało się po prostu amunicją partyjną. A my, z zaciśniętymi zębami i pustymi portfelami, opłacamy właśnie przy dystrybutorach najdroższy bilet na ten cyniczny spektakl. Spektakl, który jeszcze potrwa długo.
Cynizm zatankowany do pełna
Typowe symbole luksusu to biżuteria, złote zegarki, drogie samochody, wille etc.