Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
03.09.2026 13:00

Chiny i Rosja na celowniku Waszyngtonu

Wojna USA z Iranem wchodzi w fazę, w której o jej wyniku może zdecydować nie tylko siła militarna, ale przede wszystkim gospodarka. Po miesiącach bombardowań, blokadzie cieśniny Ormuz i kolejnych próbach wymuszenia na Teheranie ustępstw administracja Donalda Trumpa sięga po narzędzie, które zna doskonale: finansową izolację. Tym razem jednak skala operacji jest większa, a jej skutki mogą wykraczać daleko poza Iran.

24 sierpnia Departament Skarbu ogłosił rozpoczęcie operacji „Economic outcast”. Według Białego Domu jest to bezprecedensowa kampania mająca przeciąć ekonomiczne połączenia Iranu ze światem. 

Na celowniku znalazły się m.in.: sieci finansowe, handel ropą, żegluga, technologie, złoto, lotnictwo i aktywa cyfrowe. Waszyngton chce nie tylko karać irańskie firmy, lecz także zniechęcić zagraniczne banki i przedsiębiorstwa do utrzymywania kontaktów z Teheranem. 

Sekretarz skarbu Scott Bessent przedstawił strategię w wyjątkowo ostrych słowach. – Naszym celem jest odcięcie każdej ekonomicznej linii życia, która podtrzymuje ten tyraniczny reżim, aż Teheran zostanie sam – zapowiedział. Zagroził poza tym, że firmy pomagające Iranowi w obchodzeniu sankcji będą musiały się liczyć z konsekwencjami wynikającymi z ich dostępu do amerykańskiego systemu finansowego. 
Donald Trump również zapowiadał „economic D-Day”, czyli gospodarczy odpowiednik przełomowej operacji wojskowej. Prezydent ostrzegł państwa i przedsiębiorstwa, które nadal będą zapewniać Iranowi finansową lub handlową „linię życia”, że mogą je spotkać poważne konsekwencje ekonomiczne. 

Wyniszczona gospodarka

Iran od lat znajduje się pod presją amerykańskich i zachodnich ograniczeń. Kraj nauczył się funkcjonować w warunkach izolacji, ale koszt tego przystosowania ponosi przede wszystkim społeczeństwo. Wysoka inflacja, spadająca wartość riala, brak inwestycji zagranicznych, problemy z infrastrukturą energetyczną i ograniczony dostęp do międzynarodowego systemu finansowego – to wszystko sprawia, że gospodarka jest znacznie mniej odporna niż mogłoby to wynikać z samej wielkości irańskich zasobów naturalnych. 

Wojna sytuację dodatkowo pogorszyła. Dochody z eksportu ropy zostały mocno ograniczone, handel zagraniczny jest utrudniony, a problemy z transportem przez cieśninę Ormuz zwiększają koszty działalności gospodarczej. Według amerykańskich źródeł gospodarka Iranu może w tym roku skurczyć się o ponad 5 proc., podczas gdy inflacja zbliża się do poziomów, które dla zwykłych rodzin oznaczają gwałtowny spadek realnych dochodów. 

Prawdziwy kryzys widać w sklepach i mieszkaniach. Irańczycy ograniczają do maksimum wydatki na żywność, ubrania, rozrywkę i podróże. Rodziny rezygnują z produktów, które jeszcze kilka lat temu były częścią normalnego jadłospisu. Coraz więcej osób musi pracować dłużej, aby utrzymać ten sam poziom życia. Dla klasy średniej problemem nie jest wyłącznie bezrobocie. To także utrata wartości własnych zarobków i oszczędności. 

Chiny największą zagadką

Amerykańska strategia ma jednak zasadniczą słabość. Iran nie jest całkowicie odcięty od świata. Ma ogromnego klienta – Chiny. Pekin jest najważniejszym partnerem handlowym Teheranu i głównym odbiorcą irańskiej ropy. Według amerykańskich źródeł Chiny kupują ponad 80 proc. irańskiej ropy eksportowanej na światowy rynek. 

Handel odbywa się przy wykorzystaniu rozbudowanej sieci pośredników, przeładunków między statkami oraz rozliczeń, które ograniczają znaczenie amerykańskiego systemu finansowego. To sprawia, że Chiny są dla Iranu czymś więcej niż zwykłym partnerem handlowym. Są jego gospodarczą linią życia. Jeśli Pekin nie przestanie kupować irańskiej ropy, Teheran będzie miał źródło zagranicznych dochodów nawet wtedy, gdy większość państw świata ograniczy kontakty z Iranem. Z kolei gdy Chiny znacząco ograniczą zakupy, efekt nowych sankcji może być bardzo bolesny.

Waszyngton doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Problem polega na tym, że bezpośrednie uderzenie w największe chińskie banki, rafinerie czy przedsiębiorstwa mogłoby wywołać nowy konflikt gospodarczy między USA a Chinami. To szczególnie ryzykowne w momencie, gdy administracja Donalda Trumpa próbuje jednocześnie stabilizować relacje z Pekinem. 

Chiny ostro skrytykowały nową kampanię sankcyjną. Pekin sprzeciwia się jednostronnym sankcjom USA i twierdzi, że jego handel z Iranem odbywa się zgodnie z prawem. 

Pekinowi nie chodzi wyłącznie o tanią ropę. Jest tu także kwestia suwerenności. Jeżeli chińska firma ma wybierać między handlem z Iranem a dostępem do amerykańskiego systemu finansowego, oznacza to w praktyce, że Waszyngton uzyskuje wpływ na chińską politykę handlową. Pekin nie zamierza akceptować takiego precedensu. 

Jednocześnie chińskie firmy muszą brać pod uwagę realną siłę amerykańskich sankcji. Dostęp do dolara i amerykańskiego rynku pozostaje dla wielu przedsiębiorstw znacznie ważniejszy niż handel z Iranem. 

W tym miejscu pojawia się jeden z największych paradoksów obecnej wojny. Im mocniej USA izolują Iran od Zachodu, tym bardziej Teheran jest uzależniony od Chin. Pekin może kupować irańską ropę po korzystnych cenach, dostarczać towary i technologie, a także rozwijać relacje gospodarcze w sytuacji, w której Iran ma coraz mniej innych możliwości. 

Rosja – partner, ale nie wybawca Iranu

oskwa od lat funkcjonuje pod zachodnimi sankcjami i wypracowała doświadczenia z alternatywnymi kanałami handlowymi, systemami płatności i transportem surowców. Rosja może pomagać Iranowi w omijaniu części ograniczeń, rozwijać handel dwustronny i oferować rozwiązania pozwalające zmniejszyć zależność od dolara. Nie jest jednak w stanie zastąpić Chin.

Rosyjska gospodarka sama znajduje się pod presją sankcji i kosztów wojny na Ukrainie. Moskwa nie ma porównywalnego rynku konsumenckiego ani możliwości finansowych Pekinu. Co więcej, Rosja i Iran są konkurentami na rynku energetycznym. Oba kraje potrzebują azjatyckich odbiorców i obu zależy na utrzymaniu przychodów z eksportu ropy i gazu. 

Co więcej, coraz silniejsza współpraca Chin, Rosji i Iranu może doprowadzić do rozwoju alternatywnego systemu handlowego, częściowo niezależnego od zachodnich instytucji. Nie będzie on w stanie szybko zastąpić systemu dolarowego, ale może sprawić, że kolejne amerykańskie sankcje będą coraz trudniejsze do wyegzekwowania.

Czy Trump osiągnie cel?

Największą niewiadomą pozostaje reakcja irańskich władz. Sankcje mogą skłonić Teheran do negocjacji. Mogą także zwiększyć presję na irański budżet i ograniczyć możliwości finansowania armii, programu rakietowego czy innych struktur państwa. 

Nie ma żadnych gwarancji, że Iran się podda. Kraj żyje w obliczu sankcji od dziesięcioleci. Jego gospodarka wykształciła mechanizmy przetrwania. Iran ma własne sieci pośredników, doświadczenie w sprzedaży ropy przez nieformalny system i partnerów, którzy nie chcą całkowicie podporządkować się amerykańskim żądaniom. 

Sam Trump jeszcze niedawno argumentował, że dekady presji gospodarczej nie powstrzymały irańskich ambicji nuklearnych. Teraz jego administracja liczy na to, że wojna i znacznie ostrzejsze egzekwowanie sankcji zmienią kalkulację Teheranu. To gra o wysoką stawkę. Najważniejsza bitwa może nie rozegrać się w Teheranie, ale właśnie w Pekinie.

 

NAJNOWSZE