Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Hanna Shen
28.07.2026 11:30

Cenzor, którego nikt nie widzi

Żeby decydować, co miliony Polaków wiedzą o Chinach, nie trzeba już nożyczek ani pieczątki. Wystarczy algorytm. Raport państwowego instytutu NASK pokazuje, że system rekomendacji TikToka prowadzi wobec każdego wrażliwego dla Pekinu tematu inną politykę: jedne treści nagłaśnia, inne zagłusza szumem, jeszcze innym pozwala istnieć na pokaz. Tyle że pokrętła tego systemu znajdują się w Pekinie.

Zacznijmy od rzeczy pozornie technicznej, bo w niej jest sedno. Na TikToku liczy się to, co algorytm umieści na górze listy wyników; dalsze pozycje mało kto ogląda. Żeby ukryć niewygodną treść, nie trzeba jej kasować. Można ją zepchnąć w dół: zniknie, choć formalnie nikt niczego nie usunął. 

Dlatego analitycy Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK zbadali nie to, co na TikToku „jest”, lecz to, co algorytm faktycznie podsuwa. Przez trzy miesiące, z sześciu świeżo zarejestrowanych w Polsce kont, dwa razy w tygodniu zapisywali pierwsze 20 wyników wyszukiwania dla sześciu haseł wrażliwych dla Pekinu, od Sinciangu po Tajwan. 

Zadbali, by algorytm nie mógł zbudować profilu użytkownika: nie klikali „lubię to”, nie komentowali, przed każdą sesją czyścili ciasteczka przeglądarki. Zobaczyli domyślne ustawienia maszyny, czyli to, co zobaczy nowy użytkownik, zanim platforma go pozna. Sklasyfikowali blisko 10 tys. materiałów.

Nagłaśniać, zagłuszać, przemilczeć

Gdyby algorytm był tym, za co podaje go platforma, czyli neutralnym sortownikiem popularności, wyniki dla poszczególnych haseł różniłyby się skalą, nie logiką. A różnią się logiką. To najważniejsze odkrycie raportu pt. „Manipulacja algorytmami: Chiny w oczach polskich użytkowników platformy TikTok”. Widać w nim cztery strategie, które nazwałabym: nagłaśnianie, zagłuszanie, koncesjonowana krytyka i cisza.

Strategia pierwsza – nagłaśnianie. Sinciang to region muzułmańskich Ujgurów, których KPCh poddaje brutalnym represjom: obozy koncentracyjne z ponad milionem internowanych, totalna inwigilacja, praca przymusowa, sterylizacje. Nawet ONZ oceniła w sierpniu 2022 r., że może to stanowić zbrodnię przeciwko ludzkości.

Tymczasem w badaniu NASK dla hasła „Sinciang” 59 proc. rekomendowanych treści miało charakter prochiński, a w kategorii nagrań z influencerami – 80 proc. Krytyka polityki Pekinu stanowiła 1 proc. i trafiała na dalekie miejsca listy. Wysoko plasowało się za to wideo z polskojęzycznego kanału @tymonizm, należącego do Jiang Tianyue, pracownika China Media Group, konglomeratu podlegającego Wydziałowi Propagandy Komitetu Centralnego KPCh. 

Algorytm faworyzuje kanały powiązane z chińskimi strukturami medialnymi, a użytkownik nie ma prawa tego wiedzieć, bo TikTok, w odróżnieniu od Facebooka, nie oznacza mediów państwowych. Znamienna jest synchronizacja: szczyt jawnie propagandowych treści przypadł na 25 września ub.r., 70. rocznicę utworzenia Regionu Autonomicznego Sinciang-Ujgur, równolegle z kampanią państwowej telewizji CGTN i Chińskiego Radia Międzynarodowego sławiących rozwój i dobrobyt regionu. Neutralne sortowniki popularności nie chodzą w rytmie partyjnych rocznic.

Strategia druga – zagłuszanie. Na hasło „obozy reedukacyjne w Chinach” (to pekiński eufemizm na opisane wyżej obozy koncentracyjne) aż 88,9 proc. z 1558 wyników nie miało z tematem nic wspólnego: 475 nagrań o odchudzaniu i cudownej medycynie, 281 filmów podróżniczych, 53 filmiki o recyklingu, w dużej części bezwartościowy przemiał, częściowo wytworzony przez sztuczną inteligencję. 
Materiały na temat były w 94 proc. krytyczne wobec Pekinu, ale algorytm zakopał je pod stertą śmieci. To cenzura przez szum, technika, którą badacze chińskiej cenzury z Garym Kingiem na czele opisali dekadę temu jako „strategiczne rozpraszanie”: nie usuwaj, bo usunięcie widać; zmęcz użytkownika, aż przestanie szukać.

Strategia trzecia – koncesjonowana krytyka. Hasło „masakra na Placu Tiananmen” przynosiło w 77 proc. treści krytyczne wobec Chin. Autorzy raportu widzą w tym wentyl bezpieczeństwa: jeden temat „poświęcony”, by platforma miała co pokazać, gdy padnie oskarżenie o stronniczość. Tak bronił się prezes TikToka Shou Zi Chew, zapewniając w 2023 r. amerykański Kongres, że informacje o masakrze są na platformie dostępne. Nieliczne treści prochińskie zaprzeczały wydarzeniom albo przedstawiały je jako dzieło CIA i Falun Gong.

Strategia czwarta – cisza, choć ekran wcale nie jest pusty. Dla Tajwanu 92,6 proc. materiałów było neutralnych: relacje podróżnicze polskich studentów, ciekawostki, tajfuny. Milczenie dotyczy polityki: treści o tajwańskich wyborach, demokracji i przyszłości wyspy nie były wzmacniane, a narracja „jednych Chin” nie pojawiła się. 

Wyjątkiem były materiały o inwazji, w 88 proc. krytyczne wobec Pekinu. Algorytm nie musi przekonywać polskiego nastolatka, że Tajwan należy do Chin. Wystarczy, że wśród pocztówek pytanie o status wyspy nigdy nie pojawi się na jego ekranie.

Stronniczość z mocy ustawy

Skąd taka polityka redakcyjna maszyny? Odpowiedź leży w prawie, któremu podlega właściciel. ByteDance działa na podstawie chińskiej ustawy o bezpieczeństwie narodowym z 2015 r. i ustawy o cyberbezpieczeństwie obowiązującej od 2017 r., które nakazują pełną współpracę z władzami. Od 2022 r. obowiązują ponadto chińskie przepisy o zarządzaniu rekomendacjami algorytmicznymi, wymagające, by algorytmy promowały „pozytywną energię” zgodną z przekazem partii. 

Innymi słowy, w kraju macierzystym właściciela TikToka stronniczość algorytmu nie jest patologią, lecz wymogiem ustawowym. Do tego dochodzi czynnik ludzki: według szacunków z 2025 r. w liczącym sto tysięcy pracowników ByteDance od 20 do 27 proc. to „moderatorzy treści”. Deklarowany opis działania rekomendacji, jak odnotowują autorzy, stoi w sprzeczności z wynikami niezależnych badań.

Że to nie tylko teoria, pokazują wybory. Raport przywołuje ustalenia mołdawskiego centrum komunikacji strategicznej: nieprzejrzysty algorytm TikToka i brak moderacji treści tworzonych przez sztuczną inteligencję wykorzystały podmioty powiązane z Rosją, próbując wpływać na wyborców przed tamtejszymi wyborami prezydenckimi w 2024 r. Mechanizm, którego nikt u nas nie kontroluje, może zostać użyty przed każdą kolejną kampanią. 

Komisja Europejska bezradna

Dochodzimy do pytania o polskie i europejskie państwo. Akt o usługach cyfrowych (DSA), którym Komisja Europejska ochoczo wymachiwała wobec amerykańskich platform, wymaga od gigantów przejrzystości w systemach rekomendacji. 

Postępowanie KE przeciwko TikTokowi toczy się od lutego 2024 r., drugie od grudnia 2024 r., dotyczące roli platformy w rumuńskiej kampanii prezydenckiej. Wstępne ustalenia, jakie Komisja dotąd ogłosiła, dotyczą jednak dostępu badaczy do danych i uzależniającej konstrukcji aplikacji. 

Wymiar, który dokumentuje polski raport, czyli algorytmiczne urabianie obrazu państwa autorytarnego w głowach europejskich użytkowników, pozostaje bez odpowiedzi. Nie trzeba być entuzjastą DSA, by spytać: skoro prawo obowiązuje, czemu nie działa tam, gdzie zagrożenie jest najbardziej oczywiste? Na pouczanie Elona Muska energia się znalazła. Na aplikację regulowaną przez Komunistyczną Partię Chin najwyraźniej wciąż jej nie ma.

NASK zaleca na koniec ostrożność: krytyczne podejście do treści i powstrzymanie się instytucji państwowych od publikowania tam wrażliwych danych. Słusznie, ale to leczenie objawowe. Istota jest ustrojowa: 11,4 mln dorosłych Polaków korzysta z maszyny do ustawiania hierarchii informacji, której zasady działania ustala prawo obcego, wrogiego wolności słowa mocarstwa, a nie prawo polskie czy europejskie. 
W ubiegłym stuleciu o tym, co Polacy mogli przeczytać, decydował urząd przy Mysiej. Dziś decyduje algorytm, którego nikt u nas nie widział. 

 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE