Nie musiałem czekać z tym odkryciem na chwilę, gdy samochód Agrounii woził błyskawice strajku kobiet czy wylewał gnojowicę na Rondzie Żołnierzy Wyklętych. To samo myślałem, gdy widziałem pierwsze wystąpienia Palikota, Hołowni, Petru czy Brauna. Czy owe „trzecie drogi” powstawały na prawicy, na lewicy czy w centrum, zależało tylko od społecznych nastrojów. Podobne twory powstają zresztą we wszystkich państwach niegdyś podporządkowanych Związkowi Sowieckiemu. I zawsze są fałszywką, mającą pomóc w utrzymaniu władzy ubekistanu. Są wytworem mediów, pozbawionym prawdziwych idei, sprawdzonych ludzi, intelektualnego zaplecza. I gdy przestają być potrzebne, są wygaszane. Niektórzy Czytelnicy pomyślą: no niby słusznie, ale ten Braun? No właśnie istota tego mechanizmu polega na tym, byśmy dostrzegając nicość poprzednich „trzecich dróg”, nie zauważali nicości aktualnych. A potem mądry Polak po szkodzie i od 2027 r. kolejne cztery lata z Tuskiem.
Brauny, Kołodziejczaki, Trzecie Drogi
„Zdradziłeś polską wieś” – z takim transparentem młodzi ludzie powitali Michała Kołodziejczaka w Gnieźnie. Patrzę na to trochę inaczej. W dniu, w którym zobaczyłem pierwszy protest Kołodziejczaka, od razu byłem pewien, że skończy on u Tuska.