Amerykański przywódca próbował dogadać się z Teheranem, dawał im czas, możliwości negocjacyjne, ale zagroził, że w przypadku fiaska rozmów uderzy. Jak zapowiadał, tak zrobił – niby banał, ale wciąż rzadko spotykany wśród światowych przywódców. Trump już teraz zapisał się w historii jako ten, który w ekspresowym tempie sprzątnął z mapy reżimów jej kluczowych graczy. Styczeń – Nicolás Maduro. Luty – ajatollah Ali Chamenei. Marzec? Być może Kuba i jej komunistyczny reżim. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt. Stany Zjednoczone to jedyne supermocarstwo, które jest w stanie samodzielnie uderzyć – precyzyjnie, nie ponosząc przy tym większych strat – w każdy punkt na mapie świata. Myśliwce, bombowce, rakiety, drony, samoloty walki elektronicznej, lotniskowce, niszczyciele rakietowe w kilkanaście godzin obróciły w gruz strategiczne obiekty militarne Iranu, które ten budował i chronił od lat. A przecież Amerykanie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i operacja „Epicka furia” trwa.
Bezsprzeczna dominacja
Po ostatnich działaniach wobec Iranu chyba trudno będzie znaleźć osobę, która nadal poddawałaby w wątpliwość militarną potęgę USA i sprawczość prezydenta Donalda Trumpa.