Dziś włączają się w nie politycy partii rządzących – koalicyjnej CDU/CSU oraz SPD. Przykładem są ostatnie pogróżki z ust ministra sprawiedliwości Heiko Maasa (SPD). Tymczasem Niemcy baczniej powinni przyjrzeć się sobie i własnym problemom z wymiarem sprawiedliwości oraz uchybieniom w zakresie trójpodziału władz. Niedawno wydane opracowanie „Die Akte Rosenburg”, od nazwy pałacyku, siedziby do lat 70. Ministerstwa Sprawiedliwości, pokazuje, jak tworzyły się powojenne Niemcy, jak urzędnicy III Rzeszy, sędziowie bez przeszkód trafiali do instytucji nowego państwa i wymiaru sprawiedliwości. Te sprawy nie zostały w Niemczech rozliczone. Podobnie jest z zarzutami łamania zasady trójpodziału władz. Mało się o tym mówi, ale zmarły były prezydent RFN Roman Herzog płynnie przechodził od statusu polityka do sędziego i prezesa Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego i z powrotem. I jakoś nikt w Niemczech nie widział w tym żadnego problemu.
Belka w oku
W krytykowaniu polskich władz ze strony Niemiec zaszła wyraźna zmiana. Do tej pory role były podzielone i główne ataki przeciw Polsce szły raczej ze strony prasy niemieckiej i niemieckich deputowanych w Parlamencie Europejskim.