To jest ta sama sztuczka, co z Krajowym Planem Odbudowy – Bruksela w naszym imieniu pożycza pieniądze na rozwój jakiejś dziedziny życia państwowego i odsetki spłacamy obligatoryjnie, ale pieniądze dostajemy warunkowo. Tyle że tym razem kwestia jest jeszcze poważniejsza, bo fundusze mają zostać przekazane nie na jachty i salony masażu, ale na obronność naszego kraju, więc to Niemcy, Belgowie i Francuzi na brukselskich salonach będą przypatrywali się Polsce i decydowali: zasłużyliśmy na czołgi czy nie?
I jeśli do władzy nad Wisłą wróci prawica, to znowu kurek z (naszymi) pieniędzmi będzie można zakręcić. I wyobraźmy sobie zagrożenie rosyjskie, ataki dronów, fale imigrantów, a może i incydenty zbrojne na granicy, podczas gdy w Unii Europejskiej powiedzą: odznaczona przez nas Gersdorf i Bodnar mówią, że nie ma u was praworządności – to brońcie się bez naszego wsparcia. Jedni aktywiści czmychną, inni pobudują dla najeźdźcy bramy z kwiatów, a Polska od nowa z wojenną historią pozostanie.