Milicjanci co do zasady byli bydlaczkami, a czasem bydlakami, a niekiedy bezideowymi tworami, którym dobrze się w komunizmie żyło, bo dostawali miskę i pałkę. Milicjantom funkcjonowało się o niebo lepiej niż zwykłym Polakom, bo władza zainstalowana przez Moskwę zdawała sobie sprawę, że trwa dzięki nim właśnie, a szczególnie dzięki ZOMO – bandytom w mundurach, których zadaniem było pacyfikować patriotów, którzy chcieli demokracji normalnej, nie ludowej. Teraz – jak ogłosił Donald Tusk – demokracji normalnej już nie mamy, bo mamy demokrację walczącą. Czyli mamy prawo tak, jak je Tusk rozumie. A rozumie je tak jak każdy kieszonkowy dyktatorek, czyli: jeśli mam policję, to wszystko mogę. I tu dochodzimy do sedna, bo Tusk nie chce mieć policji, tylko milicję, czyli mentalnych bandytów z pałami i tarczami, którzy bić będą wszystkich chcących wolnej, demokratycznej, suwerennej Polski. Tu apel do mundurowych: badajcie się! Jak trzeba, idźcie na zwolnienie, bo przecież na powietrzu przed trybunałem można się przeziębić, a można też za udział w zamachu stanu trafić do więzienia. Bądźcie policjantami.
Badajcie się „cjanci”
Kto to są ci „cjanci”? Już wyjaśniam. „Cjanci” są to albo policjanci, albo milicjanci – to, kim są, zależy od samych mundurowych.