Polska może i powinna bronić swoich interesów. Polscy politycy mogą i powinni kierować się interesem polskich obywateli i ich reprezentować (choć wolałbym zdecydowanie, by załatwiono to bardziej dyplomatycznie), tak jak rolą polityków izraelskich jest kierowanie się interesami Izraela i jego obywateli. To wszystko oznacza także, że dojdzie do sytuacji, w których interesy obu tych państw będą sprzeczne, i wtedy konieczna jest niekiedy konsekwentna polityka. Zawsze jednak powinna być ona prowadzona elegancko, także z powodu naszej wspólnej, realnej, nie zawsze prostej historii. To, co napisałem, nie oznacza jednak w żadnym razie zgody na akceptowanie czy wręcz wspieranie przez propaństwowych konserwatystów antysemickich postaw i zachowań. Wysypywanie gruzu przed ambasadą Izraela, szczucie przeciwko temu państwu jest taką właśnie postawą.
Jest ona haniebna w państwie, na terenie którego dokonał się Holokaust, i którego trzy miliony obywateli żydowskiego pochodzenia zostało zamordowanych przez hitlerowców.
Spór polityczny, medialne emocje, nawet agresywne wypowiedzi niektórych izraelskich polityków nie usprawiedliwiają i nie mogą usprawiedliwić tego rodzaju działań. Jeśli jednak kogoś nie przekonują argumenty moralne, to warto zadać sobie pytanie, co takiego ma dać pragmatycznie Polsce takie zachowanie? Odpowiedź brzmi: nic, co można by rozpatrywać z perspektywy interesu naszego państwa. Ani nie pomaga to w załatwieniu realnych problemów czy wygraniu własnych interesów, ani nie jest narzędziem polityki.
Realne skutki takich działań psują nasz wizerunek na świecie, utrudniają relacje z głównym sojusznikiem, jakim są – wciąż jeszcze – Stany Zjednoczone. Działania Młodzieży Wszechpolskiej czy antyizraelskich krzykaczy, nawet jeśli co do intencji mają służyć Polsce, to w istocie jej szkodzą. W polityce używa się rozumu, a nie negatywnych emocji.