6 października br. policja zapukała do drzwi 80-letniego Augusta Hanninga w Nadrenii-Północnej Westfalii w jego domu pod Münster. Były szef wywiadu trafił prosto do aresztu śledczego. Lista zarzutów prokuratorskich robi wrażenie: zdradzieckie szpiegostwo, wykradanie tajemnic państwowych, usiłowanie zdrady stanu i działalność szpiegowska. Tego samego dnia zatrzymano też drugiego bohatera tej historii. W Bawarii w ręce śledczych wpadł dawny współpracownik Hanninga, znany w aktach jako Manfred D. Jemu z kolei postawiono zarzut współudziału.
Porywacz i przypadkowe odkrycie
Ta historia jest pełna zaskakujących zwrotów akcji. Ciekawe jest już samo to, w jaki sposób policja federalna natrafiła na przechowywane w domu Hanninga tajne dokumenty. Był on mianowicie podejrzewany o udział w porwaniu dzieci, które zlecić miała pewna bardzo zamożna kobieta. Chodzi o uprowadzenie pociech hamburskiej biznesmenki Christiny Block (z rodu znanego z sieci steakhouse’ów Block House) od jej byłego męża w Danii – w tle toczył się spór o opiekę nad nieletnimi.
Block oskarżono ostatecznie o zlecenie brutalnego uprowadzenia dwójki jej najmłodszych dzieci (przełom 2023 i 2024), które przewieziono następnie do Badenii-Wirtembergii. Później policja ostatecznie zwróciła je do Danii. Hanning występuje w całej sprawie jako domniemany współsprawca. Miał skontaktować Block z izraelską firmą ochroniarską CGI Group (kierowaną przez byłego szefa Szin Betu, Jaakowa Periego), która zorganizowała ekipę, szykującą się do akcji porwania.
Hanningowi i jego współpracownikowi Thorstenowi Mehlersowi zarzuca się też przyjęcie prowizji w wysokości ponad 112 tys. dolarów za udział w uprowadzeniu. Oczywiście nasz „bohater” wszystkiemu zaprzecza. Sprawa porwania nie była jego największym problemem. Podczas przeszukania domu Hanninga w związku ze sprawą Block odkryto bowiem, niejako przypadkowo, tajne dokumenty, które z BND wynosił dla niego Manfred D.
Dowody wskazują na to, że Hanning wykorzystywał wykradane dokumenty służby zarobkowo – w ramach prywatnej firmy doradczej. Sporządzał na ich podstawie analizy dla klientów, w tym dla obcych służb. A kontakty ze służbami miał rozliczne.
Wątki rosyjski i chiński
W ramach swojej działalności doradczej August Hanning był przykładowo związany z łotewskim bankiem PNB Banka. O pracę dla banku poprosił go po raz pierwszy rosyjski przemysłowiec Pyotr Kondraszew (w 2016 r. – jako mediatora w sporze). Później Hanning wszedł do rady nadzorczej banku, inkasując ok. 12 tys. euro miesięcznie. Pracował też w szwajcarskiej firmie Pluteos z konsultantem Samuelem Danilowitschem, który inwestował w Rosji.
Również jako szef BND był blisko Rosji. W 2000 r. odbył m.in. wizytę do Czeczenii, przekazał rosyjskim służbom ważne informacje na temat tamtejszych bojowników.
W mediach Hanning reprezentował niezmiennie postawę otwartą na współpracę z Kremlem. Zupełnie niedawno, w 2024 r., publicznie na łamach „Die Welt” i w Welt TV oskarżał Polskę o współudział w sabotażu dokonanym na gazociągach Nord Stream 1 i 2, wpisując się jawnie w moskiewską propagandę.
Biznesowe powiązania Hanninga z Rosją osłabły w ostatnich latach. W 2019 r. związany z rosyjskim kapitałem PNB Banka, z którym współpracował, został uznany za niewypłacalny. Według dziennika „Bild” Hanning oraz inny członek rady nadzorczej zostali pociągnięci do odpowiedzialności finansowej na kwotę do 4 mln euro.
To wtedy Hanning zaczął intensywnie szukać nowych źródeł dochodu. W doniesieniach medialnych i materiałach śledczych pojawiają się Chiny, Izrael i Azerbejdżan. Interesujący jest zwłaszcza wątek chiński, zważywszy, że Hanning próbował inwestować w USA w sztuczną inteligencję.
Hanning był również związany z nowojorską spółką Augustus Intelligence, przedstawiającą się jako start-up rozwijający technologie sztucznej inteligencji. Działalność firmy budziła jednak pytania, a w kwietniu 2021 r. spółka złożyła wniosek o ochronę przed wierzycielami. Rok później zatwierdzono plan jej likwidacji. Mogła ona łatwo posłużyć za przykrywkę dla chińskiego wywiadu, szczególnie zainteresowanego cyberwywiadem w USA.
Pokłady zgnilizny i korupcji
„The Times” i „Der Spiegel” donosiły, że Hanning miał utrzymywać wieloletnie kontakty z emerytowanym chińskim generałem majorem i dyplomatą, niejakim Wangiem Jianzhengiem, uznawanym za eksperta od spraw niemieckich (tłumaczył niemieckie książki na chiński). Poznali się jeszcze w czasach NRD, gdzie Wang służył w chińskiej ambasadzie, a Hanning odpowiadał za kontrwywiad w zachodnioniemieckim przedstawicielstwie.
Według „Timesa” Hanning miał przez kilka lat przekazywać Wangowi poufne informacje polityczne. Afera szpiegowska wybuchła w szczególnie niekorzystnym momencie, czyli podczas prac nad rozszerzeniem uprawnień BND oraz równolegle do procesu innego funkcjonariusza (Carstena L.), oskarżonego o przekazanie Rosji dokumentów w 2022 r.
Zarzuty wobec Hanninga wywołały też dyskusję o ograniczeniu działalności byłych funkcjonariuszy służb. Poseł Zielonych Konstantin von Notz, pracujący w komisji nadzorującej wywiad, nazwał skandal „uderzającym i głęboko niepokojącym”, apelując o zakaz prywatnego doradztwa dla byłych wysokich urzędników z dostępem do tajemnic. Pozarządowa niemiecka organizacja LobbyControl na fali krytyki postuluje dożywotni zakaz pracy byłych oficerów wywiadu jako konsultantów ds. bezpieczeństwa.
Niezależnie jednak od tego, dla kogo ostatecznie Hanning pracował, cała sprawa, delikatnie mówiąc, bardzo poważnie podkopuje zaufanie do niemieckiego wywiadu. Już samo lekkie zarysowanie powierzchni działalności niemieckich służb i biznesu natychmiast ukazało niewyobrażalne wprost pokłady zgnilizny i korupcji.
Tymczasem w kraju zanosi się wkrótce na polityczne zmiany. W obecnym klimacie, w którym w sondażach coraz wyraźniej dominuje prorosyjska AfD, jest bardzo mało prawdopodobne, aby następca Friedricha Merza – kimkolwiek on będzie – chciał kopać głębiej. A oczyszczenie niemieckich służb to przecież robota na długie lata. W efekcie sojusznicy Niemiec muszą się naprawdę poważnie zastanowić, na ile mogą polegać na ich gwarancjach bezpieczeństwa.