Chociaż zapraszano mnie wtedy jeszcze do wielu mainstreamowych mediów, cała ta sytuacja uświadomiła mi, że trzeba podjąć walkę z przekazem, który zdominował III RP. Chodziło o to, co się do ludzi mówi i kto to mówi. Wtedy powstał felieton „Wróg ludu”. Potrzebna była każda szabla. Rzuciłem hasło reaktywowania istniejących w latach 90. klubów „Gazety Polskiej”. Zaczęliśmy zapraszać też publicystów, którzy byli wyklęci w innych mediach. Akurat w 2005 r. odbywały się wybory prezydenckie i parlamentarne. Wzorem redakcji amerykańskich napisałem, kogo zamierzam poprzeć w wyścigu o władzę. Chodziło o to, by przestać udawać, że dziennikarze nie mają poglądów. Ta maskarada była najgorszym oszustwem mediów III RP. Wtedy wywołało to szok i dosyć solidarne potępienie środowiska. Dzisiaj jest już normą. Czytelnikowi i widzowi łatwiej jest zorientować się, o co chodzi, gdy wie, co naprawdę myśli autor. To po prostu uczciwsze. Utrata władzy przez PiS spowodowała, że do środowiskowych i sądowych prześladowań doszły jeszcze te wymierzone przez państwo. Nie przeszkodziło to powstawaniu kolejnych mediów i szybkiemu rozwojowi klubów „GP”. Szczególnie miało to znaczenie po 10 kwietnia 2010 r. Wtedy trzeba było podjąć walkę z przekazem niemal wszystkich mediów poza tymi należącymi do Radia Maryja, które też odważnie pytały o Smoleńsk. Prawda była ludziom tak potrzebna, że nie dało się nas zakrzyczeć.
Bardzo silna polaryzacja spowodowała, że spora grupa dziennikarzy znalazła się między mainstreamem a nami. Nie chcieli zamykać sobie drogi do mediów głównego nurtu, ale nie byli też skorzy do tego, by zupełnie stracić kontakt z czytelnikami z prawej strony. Ogromna część tych publicystów postanowiła więc „ucywilizować” PiS, upodabniając go do PO. Oznaczało to walkę z Macierewiczem, w pewnym momencie z samym Kaczyńskim, i oczywiście atakowanie tego, co robiła „GP”. Pomysł PJN był spełnieniem marzeń tych środowisk. Pechowo dla nich Polacy nie chcieli rozwodnionej prawicy. Pragnęli idei i prawdy, szczególnie o Smoleńsku. Większość tych dziennikarzy i publicystów musiała zacząć przebierać się w nasze szaty. Jednak przy każdym zakręcie marzą, by poderżnąć gardło Macierewiczowi, wykończyć „GP” i Radio Maryja, a ostatecznie zastąpić Kaczyńskiego nowoczesnym politykiem, który nie będzie upierał się przy „szkodliwych wizerunkowo” ideach.