Akces do tej elity odbywa się przez resortowe koniugacje, ciężką orkę ideologiczną albo spektakularne wystąpienia. Potem pojawiają się konfitury i frukta. Taką drogę przeszła m.in. Henryka Krzywonos, której jeden występ przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu wystarczył, by zostać „Kobietą Roku” wszelkich czasopism i otrzymać od Donalda Tuska specjalną emeryturę.
Tak jest także w wypadku Jakuba Kornhausera, brata pierwszej damy, szwagra prezydenta Andrzeja Dudy i szerzej nieznanego wierszoklety. Ten w czwartek na łamach „Wyborczej” skrytykował swoją siostrę i szwagra, drwiąc przy tym z wyborców PiS-u, a już w sobotę odebrał Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej za swój tomik wierszy. Bo to, co dla Salonu najcenniejsze, to konwersje z prawicowego oszołomstwa i spektakularne odcinanie się od własnej, „zacofanej w konserwatyzmie” rodziny i środowiska. Nie mam złudzeń, że jesteśmy właśnie świadkami narodzin nowego „autorytetu”.