Przywykliśmy już do rozmawiania z politykami o Smoleńsku „przez ścianę”, z ulicy – przez megafony i w sieci – z anonimowych kont.
Trudno tak z miesiąca na miesiąc przestawić. Nasi rodzice, którzy na zmianę czekają już od 1980 do takich zakrętów historii już przywykli. Przy takich przełomach od czasów „Solidarności” powtarza się ten sam schemat. Ci, którzy kiedyś bali się z nimi rozmawiać i przechodzili na ich widok na drugą stronę ulicy teraz dzwonią zapytać co tam słychać nowego. Zdarza się to mniej więcej raz na dziesięć lat.