Esencja brytyjskości
Nie warto jechać latem do Londynu. Co prawda pogoda jest bardziej przyjazna, bo choć ciepło, to nie aż tak gorąco i duszno jak u nas.
Rozpoczął się najstarszy i największy na świecie festiwal muzyczny – BBC Proms. I to jest dostateczny powód, aby być w Londynie, a nawet spływać potem w nieklimatyzowanym Royal Albert Hall. Bo Promsy to dla prawdziwego melomana wydarzenie wyjątkowe i choć kolejne festiwale powstają jak grzyby po deszczu, to ranga Promsów plasuje je na najwyższym poziomie.
Festiwal z konsumpcją
A zaczęło się 120 lat temu, całkiem zwyczajnie i bez wielkich fanfar. Oto znany z umiejętności robienia dobrych interesów impresario Robert Newman wpadł na pomysł organizowania cyklicznych koncertów w formie dwutygodniowego festiwalu otwartego dla szerokiej publiczności. O pomoc zwrócił się do znanego wówczas w Anglii dyrygenta, kompozytora i popularyzatora muzyki Henry’ego Wooda. W ten sposób połączyły swoje umiejętności dwie wybitne persony. Newman – umiejętności organizacyjne oraz Wood – ambicje i wizjonerstwo artystyczne. Jak później się okazało, Henry Wood nie był pozbawiony także sprytu w poszukiwaniu sponsorów i umiejętności liczenia pieniędzy. Koncerty w czasie pierwszych festiwali trwały dość długo jak na dzisiejsze standardy, a mianowicie trzy godziny. Były też stałe dni tematyczne, na przykład w poniedziałki – Wieczory Wagnerowskie, a w piątki – Wieczory Beethovenowskie.
Jedzono, pito i palono. Notabene jest tak do dziś, bo w lożach Royal Albert Hall w czasie koncertu je się i pije. Nie wolno tylko palić papierosów ani cygar.
Pierwszy koncert odbył się 10 sierpnia 1895 r. w londyńskim Queen Hall. Było aż dziewięć utworów, w tym kompozycje Gounoda, Verdiego i Parry’ego.
Z pewnymi problemami organizacyjnymi Promsy przetrwały I wojnę światową i przemiany obyczajowo-społeczne lat 20. i 30. W 1927 r. kontrolę nad festiwalem przejęła brytyjska radiofonia publiczna. Henry Wood nadal rządził i ustalał program koncertów. Obawiano się, czy transmisje radiowe nie spowodują zmniejszenia puli sprzedawanych biletów. Na szczęście tak jak płyty gramofonowe nie ograniczyły liczby słuchaczy koncertów, tak i wieczorne transmisje nie spowodowały odpływu widzów festiwalowych. Szczególnie że koncerty to także okazja do spotkań towarzyskich, rewii mody oraz wspomnianych uciech kulinarnych.
Po wybuchu II wojny światowej BBC wycofało się z finansowania Promsów, ale Wood znalazł prywatnych sponsorów i mimo regularnych bombardowań Londynu przez Luftwaffe, festiwal trwał w najlepsze. Do dnia, kiedy niemiecka bomba trafiła w Queen Hall. Było to w maju 1941 r. i wówczas to zrobiono słynne zdjęcie, na którym sędziwy Wood ogląda ruiny sali koncertowej. Ale nie z Brytyjczykami takie numery. Wood zdecydował o przeniesieniu Promsów do powstałego w 1871 r. w okolicy Hyde Parku, wielkiego, okrągłego budynku Royal Albert Hall. Latem 1941 r. odbył się tam kolejny festiwal, a rok później BBC powróciło do roli jego właściciela. Rok 1944 to 50. rocznica Promsów i 75. urodziny Henry’ego Wooda. Niedługo po zakończeniu festiwalu jego twórca zmarł. Złote popiersie Wooda stoi dzisiaj w centralnym miejscu Royal Festiwal Hall, pomiędzy sceną a liczącymi 10 tys. piszczałek organami. Jakie zresztą mogą być organy w sali mieszczącej 6400 słuchaczy…
Cały tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"