Myliłby się jednak ten, kto uważa, że osiągnięto już żurnalistyczne dno. Nie ucichły jeszcze gorące komentarze, kiedy spod wspomnianego dna rozległo się pukanie.
To pukał Lis i jego periodyk, dopuszczający się jeszcze większego chamstwa. Bo trudno znaleźć inne słowo na określenie publikacji zdjęć z telefonów komórkowych z wnętrza tupolewa robionych na krótko przed katastrofą. Swoją drogą, kto je dostarczył? Prokuratura wojskowa zaklina się, że nie ona, i sugeruje rodziny ofiar lub ich pełnomocników prawnych. Ciekawe, czy ktoś się przyzna. Pokątnie już krążą opinie, że „Lisweek” otrzymał informacje z pierwszej ręki, czyli z bliskiej zagranicy.
Sam naczelny nie poczuwa się do żadnej winy, jest zadowolony z publikacji. Na jego miejscu potraktowałbym zasłabnięcie na holenderskim maratonie jako pierwsze poważne ostrzeżenie ze strony sił dużo potężniejszych niż Platforma Obywatelska (której służy jak lis łańcuchowy), a nawet niż Władimir Putin. Co do Hieny, nominowany był już do niej parokrotnie (np. za okładkę z księdzem pedofilem), ale na razie nie dołożył jej do kolekcji Wiktorów i Superwiktorów. Zresztą obawiam się, że jego zasługi dawno przerosły wymogi szarego laureata. Może więc oprócz dorocznych Hien zacząć przyznawać Hieny Roku, Super Hieny, a nawet, za całokształt dorobku, Złote Hieny – z wawrzynem. Osobnym wyróżnieniem byłaby aktualna podkategoria Hiena Cmentarna.
A przecież eskalacja postępu w plugastwie wydaje się nie mieć końca. Czy trzeba będzie sięgnąć do innych padlinożerców – ścierwników, sępów wzbogacanych genami skunksów i żuków gnojowników?
Przed laty szermowano szeroko (i często niesłusznie) określeniem „polskie piekło”. Ale tamta epoka wykwintu i salonowej elegancji jest już poza nami. Dziś obowiązuje termin „polskie szambo”. I nie mogę się doczekać, kiedy jego beneficjenci usłyszą komendę. „Redaktorzy, koniec III RP, kucamy!”.